CZAS
sierpień 26, 2008 on 11:02 po południu | W I PO WIOŚNIE DAWNO | Brak komentarzy
Była skrzynia. Wielka, drewniana,
Z okuciami. Stała na strychu.
Jakie skarby w środku chowała?
Kto te skarby zabrał po cichu?
Wyszczerbiona, dziurawa, niczyja.
Na skarbnicę tajemnic jej nie chcą.
Tak to żywot kuferka przemija.
Teraz lato marnieje we wrzosach.
Od poprzedniej pełni do nowiu
Zapodziewa się księżyc we włosach.
SZMARAGD
sierpień 23, 2008 on 11:01 po południu | W KAMIENIE | Brak komentarzy
Esmeralda – znaczy szmaragd
Cień zieloności lasu dzikiego
Toń głębokości morza obcego
Znak do … czegoś dalekiego
A TU ZIMA AKURAT…
sierpień 23, 2008 on 10:20 po południu | W WITAJ W KOSMOSIE:) | Brak komentarzyZamietło, co zawiało
Co roztopiło – ścięło
Widać mocy za mało
Wszak płynie, jak płynęło…
Od zimna drzwi zamykam
Cichutko, bez protestów
Odwracam się, potykam
O żalu kilka gestów
Żal róży. Las nie płonie.
Po krzaku garść popiołu
W mieliznach nie utonie
Nie wróci do padołu
Otwieram inne drzwi
Na oścież, na świat cały
Na kosmos, na wszechświaty
Świat… zdaje się za mały.
KAC?
sierpień 23, 2008 on 9:40 po południu | W I PO WIOŚNIE DAWNO | Brak komentarzy
Skóra tkliwa na włosa grzmotnięcie
Słuch wrażliwy na pszczoły tupanie
Oczy chciwe na nici pajęcze
Usta łapczywe na … oddychanie.
I JESZCZE RAZ OPAL
sierpień 12, 2008 on 6:32 przed południem | W KAMIENIE | Brak komentarzyRześkim, lekkim odblaskiem
Maciejkowym brzaskiem.
Pożyczonych na trochę kilka słońca całusków
Przeskakuje błękitnie kamyk w kamyk.
Trącą ledwie i nikną,
Jakby żaru dotknęły…
Przylatują następne z próbą ognia się mierzyć.
A w południe zmęczone w łuk łagodny się kładą
Mleczne ząbki w buziaku rozdziawionym smaczniuchno.
Przeciągają starannie kostki swoje z wieczora
Wypoczęte, do harców gotowe
W opalonej gładkości łyskającej wstydliwie
Cienia szukać przybiegły wilgnego.
I znów skaczą płomyki.
Teraz… w takcie…zdyszanego… tętna… cichej… muzyki…
Opal. Księżycowy z nazwy tylko…
NIE-MOC SŁOWA
sierpień 8, 2008 on 4:32 po południu | W Z SZUFLADY SIĘ WYSYPAŁO | Brak komentarzyPowtarza se człowiek – mantrę – jedno zdanie
I w koło…, i w koło …, i w koło…
Jeśli ze sto razy popatrzy se na nie
Wyciągnie go ono z przepastnego dołu?
Powtarza se drugi – mantrę - inne zdanie
I jeszcze…, i jeszcze…, i jeszcze…
Jeśli tysiąc razy popatrzy se na nie
Zmieni słowem suszę w życiodajne deszcze?
Jeszcze inny mówi – mantrę – takie zdanie
To ona… , to ona…, to ona…
Uwierzy w treść mantry nim popatrzy na nie?
Powie tylko raz?Czy koło miliona?
IGŁĘ W STOGU SZYBCIEJ BĘDZIE
sierpień 8, 2008 on 11:27 przed południem | W Z SZUFLADY SIĘ WYSYPAŁO | Brak komentarzyGdzieś podziały mi się z róży okulary
Próżno szukać w płaszczu, próżno i w surducie
Buty też zgubione, gdyby szukać w bucie
Jakieś stoją w kącie, ale nie do pary
Szukaj, szukaj, nie przestawaj szukać…
Ktoś pozbierał gwiazdy wszystkie do imentu
Ścieżkę bodaj krzywą - szans nie widać żadnych
Po omacku – fiknąć w puchy dołów zdradnych
Słupem , niźli trafić w sieć gęstą zamętu
Szukaj, szukaj, nie przestawaj szukać…
Zrobili tytuły na szukaniu w całym
Niech no znajdą , mądre , całe w dziurze czarnej
Nie znajdą , bo nie ma okruszyny marnej
Pozbierane wszystkie, w puzdereczku małym.
Szukaj , szukaj, nie przestawaj szukać…
BEZ OBCASÓW
sierpień 7, 2008 on 10:04 po południu | W Z SZUFLADY SIĘ WYSYPAŁO | Brak komentarzy
Świeże rano, po deszczu
Kieckę czas ubierać
Ptaszki cudnie coś wrzeszczą
Sukienka uwiera
Łyk herbaty w pośpiechu
Kęs…?Powietrze zabiera
Stopy bose – dla śmiechu
But z obcasem- nie teraz
PROŚBA DO ANIOŁÓW
sierpień 7, 2008 on 9:23 po południu | W Z SZUFLADY SIĘ WYSYPAŁO | Brak komentarzy
Sfrunęły anioły, skrzydła zakurzyły
Leciały szmat drogi, widać się śpieszyły
I patrzą, i kręcą – zdziwione – głowami
Jak można tak, ludzie, bez walki? Co z wami?
A można li walczyć z wolą Opatrzności?
W szranki stawać z losem, grabić cudze włości?
Posmutnieli anieli. Gapią się bezradnie.
Co któremu, ukradkiem łza na pióro spadnie.
Nie płaczcie anioły. Skrzydła, proszę… w górę
Niech poleci który, sprawdzi, co za murem
Niech zaniesie… żab rechot…, zapach …, byle co
Iskrę żywą – rozpali suchej trawy źdźbło…
PYTANIA DWA
lipiec 31, 2008 on 10:54 po południu | W I PO WIOŚNIE DAWNO | Brak komentarzy„Rozciągany sprężonym czasem cierpisz męki
Przyjmij więc w darze, miły, śmierć z mej ręki
Młodyś – lecz wiekowy
Przez słowa – bez mowy
Nie będę cię już dłużej strzegł
Dam ci cykutę, smaczny lek
Z innego miejsca tak nam rzekł:
Wygrywa, kto przegrywa bieg
W przestrzeni równoległych zbieg
Miły, żal na mym sercu legł”
Czyje to?
A to czyje?:
„Uciec gdzieś, schować, utopić myśli
Wygładzić zmarszczki, podwoić straże
Nie spać. Naraz zakazać snom się śnić
Zabronić wstępu nocnej marze
Rozłożyć dywan kolorowy
Polecieć gdzieś, nie wiedzieć dokąd
W podróż tę nie zabierać głowy
Ze wspomnień zrobić martwy pokot
Gdyby oszukać własny lęk
Wypić cykutę – smaczny lek
Rozkosznie, wolno, nie za dużo
Pozwolić grubej warstwie kurzu…”
Po trzech kurach Piotr z żalu nie zapłacze…
Wpisy i komentarze feeds. Valid XHTML and CSS. ^Top^ Powered by WordPress