TE PRZYSŁOWIA!:D
kwiecień 15, 2008 on 3:01 po południu | W ARCHIWUM | Brak komentarzyPrzepadło Kozie sadło.
I nie powróci już?
Ktoś chciałby wiedzieć , jak to,
Żeby ominąć nóż?
Podaję przepis krótki:
Garść malin, miodu dzban.
Do tego kielich wódki,
Szaleju źdźbło, łeb – kran.
PODROBÓW KRĘCENIE
kwiecień 15, 2008 on 2:21 po południu | W ARCHIWUM | Brak komentarzyA podroby kręcą się,
Czy jest dobrze, czy jest źle.
Czy to słońce, czy to słota.
Weterynarz – też niemota.
Iść do wróżki nie wypada.
„Przywyc” przyjdzie –trudna rada.
Nijak nie powali wroga?
Niech zostanie, żadna trwoga.
„Chroń mnie Panie od przyjaciół, z wrogami sobie poradzę”
KOZIE…:D PORANKI – wczesna WIOSNA
kwiecień 15, 2008 on 1:36 po południu | W NIE CAŁKIEM POWAŻNE | Brak komentarzyOlśnienia – cudowny wynalazek. Olśnienia i przysłowia. I jak to w jedno olśnienie można się zakręcić, a w drugie okrzepnąć można raz dwa. Wkurzyć się też, ale przede wszystkim okrzepnąć. Trzepnął żeś zająca – brawo Jasiu (biedny miś). Tylko co ci z tego. Zając suchy , żylasty, o wątrobie nie wspomnę, że na nic zupełnie.
Czego kurna, jedziesz, kwadracie jeden, jakbyś tu królem szos był? Bardziej środkiem się nie da? Paski między koła, między koła, kurna, droga poprowadzi!
A przysłowie nr 1: Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta. No, to zjeżdżaj piesku z dróżki, bo pańcia dziś może nie wyhamować.
Ja pierdzielę! Ale wykwintna i wyrafinowana … aż się napisać boję!. Dzięki Aniele mój, jednak żeś czuwał, a ja tu psy już wieszać zaczęłam.
A ten łobaty, gdzie się kurna pcha na czwartego? Nie widzi, tłumok ślepy , że ja jadę na trzeciego?!?!?!
No wszystkie dzisiaj środkiem zapierniczają ! To nie sznurek, to, co takie białe! To paski, kurna namalowane przez takich samych , jak reszta – kwadratów, co to nie tyle finezji dostało im się od Pana Bócka (sorry- też chłopa), żeby się bawić w Arsena Lupina.
Ciężki egzemplarz, nie ma co. Ja, Koza, ciężki egzemplarz. Już się na mnie poznała za dziecięctwa – tego trochę starszego – moja pani od matmy. Że Koza to tak trochę wolno myśli. Ale!!! Powiedziała rzecz znamienną. Wolno, wolno, ale rozwiązanie zawsze jest prawidłowe. No i rację kobita miała ( bo kobita), jak nigdy. Orleańska, kurna! ( ja Orleańska i bynajmniej nie kurna) Głosy słyszy. Tłucze jej się coś, coś ją dusi pod żebrami, coś ściska pod czaszką. Więcej jeszcze , kurna, palić, pić , nie spać– dusić i łomotać przestanie , jak ręką odjął!
Noż kurna, rządkiem se na spacerek poranny wyjechali, ogony krowięce!.
Prawidłowe, prawidłowe. Rozwiązanie prawidłowe. Tylko nie można było jednak odrobinkę szybciej? No, Koza, proszę cię. Tak się zamotać….
Dobra, trochę sprawiedliwości. Jak się nie zamotać, do kurny nędzy? Ledwo rzekniesz słówko, że coś ci się tam …Ech , szkoda gadać.
O! Jest kurna ten, co mi stanął dnia durno- dziwnego któregoś na samym przedzakrętem. Omal kobicie w nos jej niebiesiutkiego autka nie wjechałam przy wyprzedaniu tego gnoma, jak mi nieboga ( a ja jej) pojawiła się znienacka na pasie – jej pasie oczywiście. Ależ bym ci gościu miętki za takie suprajsy jaja obcasem przygnietła. Ale się kurna do roboty śpieszę, to ci tylko trąbnę. I tak nie będziesz wiedział, o co chodzi- – a ci w… i kawałek szkła.
Tylko jakiego groma …? I ki czort…? o tej samej porze….
Tak, tak. Zakręć się Koza na tej karuzelce raz jeszcze, to się w końcu porzygasz. Na razie to ci się żółć ino wylewa wszystkimi otworami, a najbardziej do środka. Do kiosku, kurna, po krzyżówki – raz!!! Jak się zagadek zachciewa!
A widział kto taką wariatkę?!?!?! Nikt nie widział, bo świat nie widział!
No, niech no który podejdzie z jakim … czymś sentymentalnym jakim.
Gdzie, kurna , bez kija, idioto!? Samobójca musi…?
Ot, rozgarnięta, jak kupka siana…
WETERYNIARZ POTRZEBNY OD ZARAZ
kwiecień 15, 2008 on 1:07 po południu | W ARCHIWUM | Brak komentarzy
Przepraszam uprzejnie…, czy jest na sali…? Lekarz? Nie, lekarz nie. Jak mu… Ten, no… weteryniarz! To, co? Jest?
Bo co to może być takiego. U Kozy , rzecz jasna.
A objaw taki jest.
Widział kto kiedy z bliska ręcznik mokry ręcznie wykręcany? Dla jasności – że ręcznik służy – tak po nazwie – do wykręcania ręcznego właśnie, to tłumaczyć nie muszę? To widział kto, czy nie? Jak nie widział, niech zobaczy. Albo lepiej, niech no wykręci. To taki właśnie, nie przymierzając ręcznik, Koza miewa gdzieś w klatce. Zwanej u Kozy – przewrotnie – piersiową. Tam być powinny płuca jakieś, serca kawałek – podroby znaczy. I co? One się tam wykręcają tak? Tak z przyczyny niepojętej? I z nagła dość? I trwa to czas różny – logiki żadnej. Jak się już tak wykręcą, że trzeszczeć zaczyna, jak przy ręcznika nadmiernym kręceniu, to pojawia się krótki… hmmm… Co to takiego? Wessanie – na płask. Próżnia taka, czy coś. Wtedy to Koza na krótkie mgnienie głuchnie do imentu. Następnie zaś – ręcznik od nowa mokry, do kręcenia akuratny.
Objaw podziewa się sam. Bez ziółek, trawy i innych takich pomocnych. Niepostrzeżenie przechodzi skubany – stopniowo, z wolna, ani się Koza obejrzy – nie ma.
No, bardzo proszę. Który tam pokusi się o diagnozę. Weteryniarz, weteryniarz! Do medyka ludzkiego nie śmiem się nawet zwracać.
KOZIE…:D PORANKI – PRZEDWIOŚNIE
kwiecień 15, 2008 on 11:55 przed południem | W ARCHIWUM | Brak komentarzy
Wszystkie znaki na Niebie z Ziemi wskazują , ze Kozy powinno tutaj teraz nie być. Rano wielka awantura o jakieś małe “g”. Małej wpadło coś do oka. Zeszło. Już wiadomym było, ze do pracy się spóźnię. Jeszcze do sklepu po faje, bo została jedna w paczce. Spojrzałam w niebo - czarna chmura, czarna całkiem. Przez kilka minut sypnęło gradem. Przez drogę przeleciał czarny kot. W to akurat zupełnie nie wierzę, ale przeleciał. Na poboczu – zabity pies, podobny do wilczura. A wygląda, jakby spał sobie tylko.
Na zakręcie stanął- też sobie, jakby nigdy nic – samochód. Wiejski dowoziciel artykułów wszelakich. Kierowca – a jakże – mądry facet. Kiedy go wyprzedzałam – z przeciwka wyjechało jakieś modre autko osobowe. Za kółkiem – druga koza. Niewiele brakowało. Dwie kozy w kupie, to nie są żarty. Ale, widać i kozy nie takie głupie. W każdym razie żadna nie zamknęła oczu i nie puściła kierownicy. Dalej to już strach było i na piechotę. Strachy na lachy! Ruszamy z wolna, już niedaleczko. A daleko za to, ledwo widać, jedzie następne autko, już nie modre. Droga pusta i prosta, pobocze wolne. Nie szkodzi, zwalniam do nieprzyzwoitej … – nie wypada nawet prędkością tego tempa nazwać. A kot – łaciaty rudo-biały tym razem – jakby specjalnie czekał. Tak się przyczaił i czyhał na sposobność śmierci bohaterskiej. Wpadł na środek. I chyba zrezygnował z pierwotnego zamiaru. Bo się wycofać chciał. Opamiętał się w porę, że droga odwrotu odcięta- nie ma co tam lecieć. To znów na mój pas wskoczył. I tak w te i wewte: jakby się zdecydować nie potrafił, pod którymi kolami warto zginąć . Tośmy sobie potańcowali z onym kierowcą drugim- co zwalniać zawczasu nie miał powodu – na tej drodze nijakiej takiej , a niespodzianek kryjącej, że ho, ho!. Szczęściem, że już po zimie. Na moment zaświeciło słońce, bardzo oślepiająco. Mi nie za bardzo, tylko do lusterka zajrzało. Temu onemu bardzo- prosto w gały. Kot w jednym kawałku się ostał, reszta też.
Wszystkie znaki, oprócz jednego, wskazują. I nie o te wyżej wymienione znaki rzecz się rozbija. To były zwykłe przypadki.
A ten jeden znak, co wskazuje inaczej? Co on takiego mi powiedzieć chce?
To, mianowicie, że ze wszystkim zdążyć zdołam. Nie zdołam z pewnością cofnąć czasu. A skoro tak, nie zrobię sobie takiego „kuku”, żeby chcieć kiedyś cofnąć. Za cenę wszelką. Nie cofniesz, takiej ceny nie ma.
KOZIE …:D PORANKI – ZIMA
kwiecień 15, 2008 on 10:34 przed południem | W NIE CAŁKIEM POWAŻNE | Brak komentarzy5:45 – budzik . Jeszcze chwila…
6:30 – nie wiem , co. Chwila minęła zajebiście szybko co najmniej pół godziny temu. Może jej w ogóle tam nie było, tylko od razu było po chwili?
Prysznic – 1,5 minuty, suszara na włosy – 1,5 minuty, makijaż- … no, chwilę – chyba się tamta znalazła.
Najstarszy Koziołek ( Kozioł już właściwie) przypomniał sobie ciut przed północą , że ma dzisiaj wycieczkę – może jakieś wspomożenie?
To , co w portfelu nie bardzo urządza.
- Mamo, wymyśl coś. – on to prosić umie, nie wiem po kim to ma.
Kawa + papieros – 5 minut . Luzik.
Budzę młodszego Koziołka. Czwarty raz? Taka metodyka się przyjęła. Ma na pierwszej lekcji sprawdzian – spóźnienie odpada.
Budzę Koźlątko najmłodsz. Pierwszy raz i ostatni, za to potrwać to musi. Dziewczynka musi się odkleić od łóżka, pieski (sztuk 2) pożegnać i ułożyć we właściwy sposób. Metoda taka.
Budzę Kozioła (najstarsze koźlątko znaczy).
- Wymyśliłam. Prowadzisz dziecko do przedszkola – przysposobiona na gotowo. Ja wiozę naszego Pottera do szkoły, wracam i po drodze zahaczam o bankomat. Pasuje?
Metoda niepedagogiczna, ale skuteczna jak nie wiem co.
Potter po piątym budzeniu i jednym klapsie ( lat 16, 5 , może jeszcze nie odda) – urozmaicenia wprowadzam do metody – podnosi się niechętnie i półprzytomny sunie do łazienki..
Mija chwila, mija druga. Cisza. Żeby choć jednej kropelki odgłos. Niechybnie zasnął.
- Hej tam w łazience?!
Cisza
- Haaaalo!!!
- Co?
- Raz dwa ! Późno!
- Sraczkę mam – odzywa się zrezygnowanym tonem.
Jeszcze sraczki mi dzisiaj drugiej brakowało.
Kanapki do pracy , papieros dopala się trochę sam, wychodzi Potter z miną nijaką taką.
Buty, kurtka, torebka, buźka z maleństwem – lecim.
7:45- ruszam spod bloku.
Aaaaaa, sraczka, prawda.
Zastanawiam się w skupieniu wielkim, gdzie jest apteka całodobowa, bo to ciągle jest jeszcze przed ósmą.
Jadę inną drogą niż zwykle. Potter się nie dziwi. On się rzadko kiedy dziwi.
Staję pod apteką. Proszę specyfik na wymienione dolegliwości. Wcześniej wysiadłam. A teraz wsiadam.
Młodzież sztuk jeden całkiem bezstresowo spędza sobie te momenty ostatnie przed sprawdzianem. Rzucam mu w biegu pudełeczko z lekiem.
- Co to?
- Od sraczki
- Co mam z tym zrobić? – dobre pytanie.
- Łyknąć dwie.
- Kiedy? – jeszcze lepsze.
- Przed lekcją.
- I tak nie zdążę, Ochrona zamyka szkołę o ósmej, a jeszcze przebrać się muszę.- no i wiemy już skąd ten luzik.
- Chyba przebierał się będziesz już za drzwiami, czy czegoś nie wiem?
- Ty wiesz , jaka tam jest zawsze kolejka w tej szatni – brnie dalej, z rozmysłem omijając logiczny argument z drzwiami.
Raz…, dwa…, trzy…, cztery…. Matka, nie matka, Teresa nie Teresa, granice są chyba jakieś?
- Słuchaj uważnie, bo nie ma czasu na powtórki. Wychodzisz z auta i pędem!
– Wiesz co to „pędem”? – kiwa, że wie.
No , to pędem do szkoły - 1 minuta. Do szatni – tym samym pędem – 0,5 minuty. W szatni – nie wiem, ile. Do łazienki ciągle pędem – 2 tabletki popić wodą.- minuta. Jesteś spóźniony ze 3 minuty wszystkiego, tragedii nie widzę. On zdaje się właśnie zobaczył.
Ale cisza trwa, chyba zrozumiał.
- A co te tabletki robią? Tak naprawdę.
Mnie na język można nadeptać.
- Wiążą wodę, synu, żeby nie poszła ci do tyłka i wtedy robisz gęsto, a rzadko.
Cisza, nie za długa tym razem. Nie zrozumiał znaczy. Dopytywał się będzie. Raz … dwa… trzy…
- To coś nielogiczne – bardziej do siebie , niż do mnie – gęsto i rzadko jednocześnie?
NIE DOŚĆ KOZA – JESZCZE BLONDYNKA!
kwiecień 15, 2008 on 9:40 przed południem | W NIE CAŁKIEM POWAŻNE | Brak komentarzy
Pusto we łbie, coś by nalać, bo nie dojedziem. Oleju, oleju by się zdało. Już drzewiej powiadali, że olej to, z racji swej lekkości i zdolności „powierzchniowych” do głowy zasuwa pierwszy, co by nie żreć i co by nie pić.
Ino , że oleju!!! – nie benzyny! Benzyna bowiem takie to właściwości posiada, że na łeb ci lecą razy, koniami ciągnąć trzeba, rozumu nie przybywa i tylko se w mordę dać
GAŁY WIDZIAŁY
kwiecień 15, 2008 on 9:17 przed południem | W ARCHIWUM | Brak komentarzy
Smok na pastwę zostawiony.
Toć nie pójdzie z tym do żony.
Smoki żon nie mają przecie,
Chyba , że w bajkowym świecie.
Lecz nie bajka to, to życie.
Oczu nie pomaga mycie.
Brały gały, co widziały,
A wiedziały już, co brały!
No i o co żale głupie?
Że smok ma to wszystko w pupie?
Mądra Kozo, trza ci było?
Widać tak – czegoś przybyło
Wpisy i komentarze feeds. Valid XHTML and CSS. ^Top^ Powered by WordPress