JEDNA CHWILA

maj 31, 2008 on 10:23 po południu | W ARCHIWUM | Brak komentarzy

„… świat się nie kończy, świat się zmienia…”

Stał w miejscu, jak zaklęty jaki przez lata całe. I nagle siła jakaś niepojęta ruszyła tę masę wielgachną. A, jak ruszyła… zatrzymać – siły nie ma takiej chyba … Dzień na noc i noc się na dzień nakłada. Nie wiadomo już, co prawda , co złudzenie tylko. A co- tylko sen najpiękniejszy. W zawrotnej tej prędkości szalonej trudno dopatrzeć się granicy … i granicy też dobrego i złego. Dopatrzeć się czegokolwiek, czego czepić się można choć na chwilę jedną, na ułamek maleńki tej chwili… Za chwile … za jedną chwilę - należy się … wiele innych chwil. I wiele innego… ciepłego… też się zwyczajnie należy. Gdyby nie chwila ta, świat kręciłby się swym zwykłym codzienności tempem. Takim, co tłamsi, dusi i zabija wreszcie to, co najładniejsze w człowieku. A może najbrzydsze. Ładne czy brzydkie – wszystko od tego zależy, kto patrzy. Jego samego prawdziwego niszczy – to na pewno. Rzec można tylko – dzięki wielkie.

I czego więcej chcieć? To już by zanadto było, chciwością nienasyconą , co oskorupić może ziarnko tego …, co nie jest ani złudzeniem, ani snem.

ZWYKŁY CAŁUS :)

maj 31, 2008 on 1:30 po południu | W ZWYCZAJNA WIOSNA | Brak komentarzy

Oczy na pamięć znane.

I na pamięć - rysunek warg - wilgocią i dreszczem wstrzykniętym.

Pomiędzy marzeniami, między jaźnią, w półjawie

W oddychanie - wtulanie.

Bez litości palców wplatanie ,

I pośpieszne, zlęknione chwytanie.

Chciwie, łapczywie, zachłannie…

… czuję jeszcze…

TEMPO - TAŃCOWANIE :)

maj 31, 2008 on 8:56 przed południem | W ZWYCZAJNA WIOSNA | Brak komentarzy

Tańcowały dwa Michały

Jeden mały, drugi śmiały.

Ejże, śmiały – zwolnij nieco

Iskry spod kopytek :) lecą.

Iskier snopek, a zapłoniesz;

Zechcesz gasić, to utoniesz.

Daj no się zachwycić walcem,

Nim zaprosisz w inne tańce.

Łyk powietrza w płuca daj.

To maj jeszcze, ciągle maj… :)

Hmmm… ?

maj 27, 2008 on 7:36 po południu | W ZWYCZAJNA WIOSNA | Brak komentarzy

Dla odmiany wiecheć :) goździków drobnych. Całe mnóstwo małych łebków w kolorze… No właśnie. Do czego to doszło, żeby niewiasta barwy nazwać nie umiała?  :D

Główka – strzępek chmurki białej, gdzie się Komuś kapnęło – w samo centrum – pomarańczy soku. Uroniło Mu się, pociekło, kiedy cząstki dzielił… Sok rozpłynął się nie całkiem i zastygł – oniemiały…

„mniej nie umiem, bardziej… nie potrafię… ” :)

KROPLI ZWYCZAJEM

maj 25, 2008 on 7:43 po południu | W ARCHIWUM | Brak komentarzy

Żaden grom, żaden błysk.

Żadna nagłość, co pomyśleć nie da.

Żadna przepaść, żadna toń,

Żadna woń ziołowego umysłu durzenia.

I tchu starcza i nie ma zaćmienia.

Stróżka mała, co kropla za kroplą

Sączy wolno żywiczne wzruszenie.

Bez hałasu, bez fanfar – cichutko.

Nie chcę – nie ma.

I pojawia się – gdy pragnienie.

Co ta strużka potrafi, tego nie wiem na pewno.

Umie dać, czego teraz potrzeba.

Ciut goryczki subtelnej i słodyczy wytrawnej.

W piekła otchłań daruje ciut nieba.

JUŻ NIEDŁUGO, NIEBAwem

maj 25, 2008 on 6:47 po południu | W ZWYCZAJNA WIOSNA | Brak komentarzy

Dzień deszczowy i chłodny,

Jak sam środek jesieni niezłotej.

Szaro, chmurno, ponuro.

Coś ta zieleń – nie w porę?

To za karę? W nagrodę?

Czy złudzenie to rozespanych oczu?

Bo ta zieleń urosła w kształt podkowy zgubionej

I otacza opieką wody toń.

Słońce wpadło do stawu,

Roztopiło się całe,

Rozpłynęło po każdy brzeg.

To się kładą, to marszczą się trochę

Żółte fale zamknięte w ramionach.

Ta wysepka złocista w chmurną wiosnę rzucona

To jest lata zapowiedź.

To… rzepaku pole. :)

PUCHAR- AKURATNY NA WIOSNĘ

maj 22, 2008 on 6:45 po południu | W ZWYCZAJNA WIOSNA | Brak komentarzy

Ananasa półkrążek bladożółty , chrupiący.

Księżyc w kwadrze.

Grapefruitowe różowe goryczki półzachodu.

Pół brzoskwini – to południa skwar.

Rozsypane, pogubione smutku cętki.

Pięć uśmiechów porzeczkowych- figlarnych i ciut cierpkich.

Na pierzynie to słodkiej, nie za słodkiej, w sam raz.

Na tym koniec?

Coś jeszcze na dnie.

Kropla kawy, kropla brandy, potu kropla…

JOLANTA

maj 22, 2008 on 3:48 po południu | W ARCHIWUM | Brak komentarzy

Jak płomię potężne z bogatych bierwion sosnowych,
brzozowych, prastarych zrodzone
grzeje, czaruje, ogarnia i spala na nic każdą najgorliwszą obronę.
Nie oprzeć się jej, czarownicą jest z imienia już, zanim
się w osobę wcieli;
jednych zniewoli urokiem ledwo dostrzegalnym jak
oddech, innych obuchem między oczy zdzieli.
Zwierzęta ją kochają jak swoją; dzieci wyciągają za
nią ręce jak za rajskim ptakiem;
idzie drogą wytkniętą marzeniem roztęsknionych oczu
jak pochodniami rozjaśnionym szlakiem.
Zawsze szczęśliwa, pełna niezmiennej wiary triumfa-
torka życia - nigdy nie wiedząca, o tem,
że dla wielu zagaśnie słońce i poginą gwiazdy, gdy
się za nią drzwi śmierci zatrzasną z łoskotem.

Choruje dużo i ciężko, lecz nigdy czar i żar jej od
choroby się nie zmniejsza,
a gdy na marach leży z cieniem rzęs na policzkach
i uśmiechem radości na ustach - wówczas
jest najpiękniejsza.

Kazimiera Iłłakowiczówna “Portrety imion”

 

CZY…, LUB…, MOŻE…

maj 21, 2008 on 8:06 po południu | W ZWYCZAJNA WIOSNA | Brak komentarzy

Czyś Ty diabła , czy anioła posłaniec?

Może  wiatru, co usta kobiety…

Może burza wiosenna z tęczami trzema.

Coś jak morze lekko wzburzone

Lub jak niebo mocno spienione.

A to  Słońce -  się topi czy kryje?

Ale po co zgadywać

I czy odkryć to trzeba

Żeś posłaniec to z piekła czy z nieba.

DRZEWA

maj 20, 2008 on 5:58 po południu | W ZWYCZAJNA WIOSNA | Brak komentarzy

Jedno - wietrzykiem głaskane, ogrzane Słońcem.

Dumne wyrosło, strzeliste.

Drugie - targane wichrem, Słońcem palone.

Na gruncie wzrastało lichym.

Przy skale, pośród kamieni.

Pień pochylony w pokłonie.

W ukłonie bez imienia.

To prośby słowo? Pokory?

Czy dziękowania gest…

Gałęzie powykręcane,

Szukają czegoś… wołają?

Widzisz to drzewo czasami.

Spoglądasz i idziesz dalej.

Myśl jedną oddaj -błahą.

Mocarne to drzewo?

Sosna.

Nastpna strona »

Wpisy i komentarze feeds. Valid XHTML and CSS. ^Top^ Powered by WordPress