KRACIASTA KOSZULA…

czerwiec 3, 2008 on 7:29 po południu | W ZWYCZAJNA WIOSNA | Brak komentarzy

A orkiestra zagrała nutę rzewną. Śpiewa dziewczę z lokami do ramion.

Patrzą w siebie z daleka. Powieka nie drgnie nawet. Żadna. Idą wolno do siebie przyciągani siłami kosmosu. Już są. I podaje jej rękę, a drugą kładzie… szczelnie na plecach, na brzegu samym bluzeczki cienkiej, kusej. Przyciąga do siebie nieznacznie, ciut. Ręce jeszcze zdrętwiałe, oczy za to w obłędzie niemocy i ognia. Jego ręka na talii – bardziej szczelnie nie można. Palce pragną się dostać do… wnętrza? Jej palce w ramię się wpiły i zgniotły w bezsile koszulę kraciastą. Te centymetrów kilka między nimi wśród tłumu, jak kilometry lat świetlnych i nie można ich przebyć… niczym.

Można tylko…, jedynie… ująć w rękę swoją grzbiet jej dłoni i wnętrzem do koszuli kraciastej mocno przycisnąć…

LECZ…

czerwiec 3, 2008 on 12:05 po południu | W ARCHIWUM | Brak komentarzy

 

 

Oporna jest taka na rady niektóre

Lecz

Wie już: mniej w dół , a więcej patrzeć jednak w górę.

 

Powiadają, że z góry wszystko lepiej widać

Lecz

Warunek jest taki: masz się czego trzymać.

 

Chwycić, ufać. Oglądać losów świata fale

Lecz

To zdarza się rzadko…, rzadziej… albo wcale.

 

Gdy ze złudzeń utkany za poręcz masz sznurek

Stań mocno na ziemi i patrz tylko w górę.


Wpisy i komentarze feeds. Valid XHTML and CSS. ^Top^ Powered by WordPress