PYTANIA DWA

lipiec 31, 2008 on 10:54 po południu | W I PO WIOŚNIE DAWNO | Brak komentarzy

„Rozciągany sprężonym czasem cierpisz męki

Przyjmij więc w darze, miły, śmierć z mej ręki

Młodyś – lecz wiekowy

Przez słowa – bez mowy

Nie będę cię już dłużej strzegł

Dam ci cykutę, smaczny lek

Z innego miejsca tak nam rzekł:

Wygrywa, kto przegrywa bieg

W przestrzeni równoległych zbieg

Miły, żal na mym sercu legł”

 

Czyje to?

 

A to czyje?:

„Uciec gdzieś, schować, utopić myśli

Wygładzić zmarszczki, podwoić straże

Nie spać. Naraz zakazać  snom się śnić

Zabronić wstępu nocnej marze

Rozłożyć dywan kolorowy

Polecieć gdzieś, nie wiedzieć dokąd

W podróż tę nie zabierać głowy

Ze wspomnień zrobić martwy pokot

Gdyby oszukać własny lęk

Wypić cykutę – smaczny lek

Rozkosznie, wolno, nie za dużo

Pozwolić grubej warstwie kurzu…”

 

Po trzech kurach Piotr z żalu nie zapłacze…

METODA NA GŁODA

lipiec 31, 2008 on 7:12 po południu | W I PO WIOŚNIE DAWNO | Brak komentarzy

Jest taki jeden niezły sposób

Na głoda jednego takiego.

Podnieś się z miejsca - raz, dwa

I byle gdzie, gdziekolwiek idź

Idź długo tak, aż… myśli ci zbraknie dorzecznych.

Spójrz wtedy, gdzieżeś jest..

Bo jesteś w dobrym miejscu,

By pozwolić sobie na wszystko…

Co wtedy? Co się stanie?

Z koszykiem malin wrócisz,

Z drugim – truskawek – w objęciach.

Z oczami bardzo czystymi,

Stopami ciut wesołymi.

Z czym wrócić, gdy malin ni truskawek nie ma pod ręką…

Z czym wrócić , z czym , do diabła?!

OBŁĄKANA WRÓŻKA NAIWNOŚĆ

lipiec 29, 2008 on 9:08 przed południem | W I PO WIOŚNIE DAWNO | Brak komentarzy

Z piasku… bicz? Pałac?

Most z piasku wybuduje.

Most dla światów różnych dwu.

Co w tych światach?

„…ciut poezji, ciut prozy, trochę plew, trochę ziarna…”

Trochę smutku, dużo strachu , wesołego alleluja,

Fura śniegu, kopa siana, piernikowe serduszko.

I języki ognia. Czerwonego… Białego…

A z tęsknoty …?

Z tęsknoty uplecie nici kłębek ,

Żeby nie zatonąć całkiem,

Gdy z mostu piaskowego spadnie kiedyś…

PRZYNUDZANIE O PODRÓŻACH

lipiec 25, 2008 on 12:12 przed południem | W I PO WIOŚNIE DAWNO | Brak komentarzy

Kiedy cel daleko jeszcze, to i kieruje się człek spokojnie…dość… Czy spokojnie? Raczej z pewności jakimś zasobem, co pozwala mu w tę podróż wyruszyć. Ale kieruje się – „wedle tych tsech bucków”

I jedzie sobie, płynie, leci, idzie, czołga się, po torach się ciuchcia…. Jak tam komu pasuje, albo jaki ma dosięgnięty – co sobie dosięgnął był - lokomocji środek jaki ma , podąża.

A gdy do celu się zbliża niejako, a drogowskazów nijakich… Lekki niepokój burzy ów spokój. Czy aby dobrze na tych rondach, krzyżówkach, rozjazdach? Czy mu się co nie rozjechało? Minięte jakie co? Coś tak plecki zamakają, koszula jakaś mokro-zimna. Niepewności szmerek. Obrazki zamazane. Ogłupienie.

Bo niby ta ścieżka – ze wszech miar – zdawała się całkiem… Nie całkiem? Wedle tłumaczeń tubylców i tambylców człek ścieżkę wybierał właściwą. To co, któsik tłumaczył niezdarnie czy ucho tępawe? Toć mapy czytane były i znaki przydrożne toż samo. To czemu ten las wkoło ogłuchł i oślepł , i drogowskazu na jotę ?

Zwalnia. Albowiem cofnąć z zapędzenia się wielkiego i trudniej, i dłużej zlata. Niż z małego. I bacznie się rozgląda wypatrując jednej wskazówki bądź. A tu i zmierzchać zaczyna. Cienie i blaski- odblaski stworów postacie przybierają. I pomrukują nieprzyjaźnie. Brrrrrrr….

Co to za ulga namacalna taka, że w garść ją można chwycić nieomal, gdy znak się jeden pojawia. Niech się te strachy schowają ! Że nie powiem brzydko. Bo obśmiane zostaną i tyla.

Cel – jeszcze dróżki zostało ciut , ciut. Zakręt jeden i pagórków dwa. Czy aby? I czy na pewno? Niby blisko – a tu diabeł tkwi w szczegółach. To i kręcić się można wokół ogona swego po dzień sądu. Jeszcze ogon trzeba mieć.

Zakrętasów mrowie. A uliczek! A krzyżówek! Jak nie czytasz znaków – nie trafisz. No, chyba , że przypadkiem.

A gdy znaków nie ma i już? Nie było. Były, a zabrał kto i uciekł. A może też być – na odwyrtkę postawił kto znak – i to dopiero zabawa! Kołomyja , że … i sądu czas przegapić nietrudno.

Co z tym celem, a? Ręką machnąć? Zawrócić sprzed wrót prawie? Prawie … to różnica ponoć niemała- gadają. Zaprzeć się łapami zadnimi i na przypadek czekać cudowny? Czy może jeszcze co całkiem innego?

ŻABY BABCIA - WĄSY MIAŁA

lipiec 21, 2008 on 8:47 po południu | W Z SZUFLADY SIĘ WYSYPAŁO | Brak komentarzy


Tchórza-stwarzanie? - przy o lico dbaniu, że się wypaczy…

Lekka-duszność? - przy balonika nadmuchiwaniu…

Pyszałka-watość – się wymyśliła taka, że głupocie cudzęcej w sukurs idzie? I głupocie, i nierozsądkowi. I obłąkańczej myśli też - mało równo zważonej. Co jej się tak zwyczajnie nie da. Bo toto się zatchnie, zakrztusi i latać po polach będzie w kiecuni podkasanej wstydu nie mając…

Deszcz sobie chlupał, siąpił, chlapotał…

I tak z deszczu tego siedmiobarwnym mostem - szlus! Wprost pod …?

 

Co-to-jest???

Może to wodospad tylko. Żeby.

WOREK ROZWIĄZAŁ SIĘ WZIĄŁ

lipiec 21, 2008 on 7:54 po południu | W I PO WIOŚNIE DAWNO | Brak komentarzy

Wyskakują ci różne żywiątka. Znienacka. A to w zimę , gdy śliskie takie do obrzydliwości, a durne pany kierowcy stawają, gdzie popadnie, a przed zakrętem ciut - najchętniej. A to znów pośród wiosny oparów tumaniących , gdy zagapienie w bzu kwiat - czteropłatnego w locie szukanie zawzięte. Dzikiego, żeby był koniecznie. O innych takich nie wspomnę, bo uwierzyć już samej trudno. I jakoś się wypsnąć udało – stając przodem, tyłem czy bokiem do kierunku. Do kierunku nie wiadomo czego.

A tu: plask!, bęc!, brzdęk! Ani to, ani sio, ani tamto. Szuuuuurrrrnięcie tęgie, zgrzyt, że hej! Żeby po zębach tylko! Szkliwo to barwy zielono ciemnej. Brzydko bardzo. A w takich to złożeniach …, no dziwnych żadnych , zwyczajnych takich, że …, ech… szkoda i darmo. Szkoda znaczy - no szkoda. Ale, że darmo – to wręcz przeciwnie. Drogo będzie.

I co pan zrobisz? Nic pan nie zrobisz!

A chwalić tego, co rzec potrafi, a rozbawić:

- Jak musisz, albo chcesz – to płacz. Ja kiedyś płakałem.

Taaaa… Słabość w sile… A i to złudzenie.

NIC PO OSTROGACH

lipiec 21, 2008 on 6:03 po południu | W Z SZUFLADY SIĘ WYSYPAŁO | Brak komentarzy

Jeśli podchodzisz blisko,

Nie rozbieraj się całkiem.

„Kamień z serca” jakiegoś

Spadnie ci wprost na stopy

Bose


KOZY DWIE, CZY JAKOŚ TAK :)

lipiec 18, 2008 on 11:12 po południu | W Z SZUFLADY SIĘ WYSYPAŁO | Brak komentarzy

 

 

Poszła koza do doktora

Bo myślała, że jest chora

Doktor ją zbadał, miechem podmuchał

Zajrzał do gardła, zajrzał do …

 

Hej, halo, ejże

I co tam jeszcze

Bajki pomylić

Starczy pół chwili

 

Z czymś ty tutaj , kozo miła

Z czym żeś do mnie tu przybyła?

Kręci, wierci i zatyka?

Ten przypadek u chomika

Miałem wczoraj, może wcześniej…?

Wziął, nałykał się czereśni

Łykał całe i z pestkami

Zapił – to tak między nami

Kwartą ciut zsiadłego mleka

Zagryzł śledziem – i narzeka!

Przyznaj kozo – na pastwisku

Czym napasłaś swe brzuszysko?

Kozi łeb opadł ze wstydem

Oj, doktorku, już se idę

Co od czego – jużem doszła

Łeb zadarłszy – w szkodę poszłam

Tam nażarłam się bez tołku

Co zmieściło się w podołku

Smaków różnych – wszystko weszło

Między nami – już mi przeszło

 

Oto opowiastka taka

Jak się kozie stała draka

Kozie – koleżance kozy

Co ją w lato naszły mrozy.

 

 

WOREK ZŁUDZEŃ

lipiec 18, 2008 on 10:45 po południu | W Z SZUFLADY SIĘ WYSYPAŁO | Brak komentarzy

 

 

Kupił człek opasły worek

Na bazarku, w zeszły wtorek

Wtorek to był bardzo zeszły

Po nim wtorki inne przeszły

 

Wór wyglądał na bogaty

Chociaż miał na sobie łaty

O sam worek wszak nie chodzi

Jeno o to, co w nim siedzi.

 

Pierwsza rzecz – rozwiązać sznurek.

Się udało, choć pod górę

Druga- zajrzeć, co tam w środku

By nie było, jak o kotku

 

Radość wielka, widać bowiem

Że bogactwa całe mrowie

Wór głęboki, to i będzie

Uciech, szczęścia – co zasiądzie

 

Cieszył się wielce człeczyna

Aż tu dziwność się zaczyna

Co najlepsze – z wierzchu było

Wzięło się i pokończyło

 

Dziwność – tombak to, czy co to?

Niemożliwe – to nie złoto?

A co jest na samym dnie?

Same plewy mości panie?

 

 

ROZWAŻANIA Z DOLIN… POPRAWIONE?

lipiec 18, 2008 on 10:32 po południu | W Z SZUFLADY SIĘ WYSYPAŁO | Brak komentarzy


„A wróżka patrzy w szklaną kulę i mówi …”

Najpiękniejsze w życiu są chwile złudzeń. I jeszcze sny. Niektóre.

 

 

 

Słowa ubrać w złudzenia

Złudzenia ubrać w słowa

Obraz świata się zmienia

Tworzy ścieżki od nowa

 

Drogi to kręte, z kamienia

Choć porośnięte kwieciście

Celu nie poznasz z imienia

Ochronią je kwiatów kiście

 

 

Jak się nie zgubić w podróży?

Jak się o mapę postarać?

Może rysować? To wróżyć…

Kabałą przyjdzie się parać…

 

 

 

Nastpna strona »

Wpisy i komentarze feeds. Valid XHTML and CSS. ^Top^ Powered by WordPress