WOREK ROZWIĄZAŁ SIĘ WZIĄŁ

lipiec 21, 2008 on 7:54 po południu | W ARCHIWUM | Brak komentarzy

Wyskakują ci różne żywiątka. Znienacka. A to w zimę , gdy śliskie takie do obrzydliwości, a durne pany kierowcy stawają, gdzie popadnie, a przed zakrętem ciut – najchętniej. A to znów pośród wiosny oparów tumaniących , gdy zagapienie w bzu kwiat – czteropłatnego w locie szukanie zawzięte. Dzikiego, żeby był koniecznie. O innych takich nie wspomnę, bo uwierzyć już samej trudno. I jakoś się wypsnąć udało – stając przodem, tyłem czy bokiem do kierunku. Do kierunku nie wiadomo czego.

A tu: plask!, bęc!, brzdęk! Ani to, ani sio, ani tamto. Szuuuuurrrrnięcie tęgie, zgrzyt, że hej! Żeby po zębach tylko! Szkliwo to barwy zielono ciemnej. Brzydko bardzo. A w takich to złożeniach …, no dziwnych żadnych , zwyczajnych takich, że …, ech… szkoda i darmo. Szkoda znaczy – no szkoda. Ale, że darmo – to wręcz przeciwnie. Drogo będzie.

I co pan zrobisz? Nic pan nie zrobisz!

A chwalić tego, co rzec potrafi, a rozbawić:

- Jak musisz, albo chcesz – to płacz. Ja kiedyś płakałem.

Taaaa… Słabość w sile… A i to złudzenie.

No Comments yet »

Dodaj komentarz

XHTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Wpisy i komentarze feeds. Valid XHTML and CSS. ^Top^ Powered by WordPress