I JESZCZE RAZ OPAL
sierpień 12, 2008 on 6:32 przed południem | W KAMIENIE |Rześkim, lekkim odblaskiem
Maciejkowym brzaskiem.
Pożyczonych na trochę kilka słońca całusków
Przeskakuje błękitnie kamyk w kamyk.
Trącą ledwie i nikną,
Jakby żaru dotknęły…
Przylatują następne z próbą ognia się mierzyć.
A w południe zmęczone w łuk łagodny się kładą
Mleczne ząbki w buziaku rozdziawionym smaczniuchno.
Przeciągają starannie kostki swoje z wieczora
Wypoczęte, do harców gotowe
W opalonej gładkości łyskającej wstydliwie
Cienia szukać przybiegły wilgnego.
I znów skaczą płomyki.
Teraz… w takcie…zdyszanego… tętna… cichej… muzyki…
Opal. Księżycowy z nazwy tylko…
No Comments yet »
Dodaj komentarz
Wpisy i komentarze feeds. Valid XHTML and CSS. ^Top^ Powered by WordPress