ŻYCIE vel PRZYRODA

grudzień 29, 2008 on 9:58 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy

Rozpostarte dłonie

Odwrócone wnętrzem

Terkotanie klatek

Jak z filmu – obrazki

Wielgachne źrenice

Z tęczówką w domyśle

Gwizd przeciągły do wnętrza

Na zewnątrz –do wewnątrz

Zmalowany widok:

„Bezmiar zadziwienia”

CUDA - CUDA… WYPRAWIAJĄ

grudzień 22, 2008 on 11:20 przed południem | W NIE CAŁKIEM POWAŻNE | Brak komentarzy

Żelazko suuuunie do gładzi zmierzając – no samo! Te cuda techniki! Pilnować ino, co by przyhamowało w czas. Dyszczka wszak to nie pole łowsa, oba końce widać – jakby nawet kto przyślepawy. A i o miedze droczyć się nie potrza. Zaginajo się wyraźniej, niż to, co za rzeko.

Taki relaks – wstyd się przyznać, kiedy inne w robocie pouwijane i w łańcuchach paradnych , i we włosiu janielskim. Ręka jedna wodzi , druga z ledwością nadałża zagniotki prostować. Podryguje sobie … ten, no ten , co się za plecami zaczyna, czy kończy – wszystko od tego, z której strony kto popatrzy.

Wśród nocnej nie bardzo ciszy jawi się masa huku – niby znajomego. Zza paru parawanów dźwiękosłaboszczelnych się jawi. Odmykajo się szufladki pod czochradłem – co to za rumory i skąd to może być? Niby znajome w wydźwięku swym, ale coś pokojarzyć … ?

Nie ma co nad rebusami się wyginać, a i ciekawość babska swoje prawa ma. Prrrrr! Żelazko! Kto to wie, ile czasu się zejdzie na podziwianiu.

Stawia w progu , jakby wrrrrrył - obrazek sielski.

Pralka – drugie cudo – zmyślnie pod blatem kuchennym schowana - tańcuje obertasa. Tylko se siędnąć, to by było dopiero podrygiwanie. A z blatów dwóch garczki, talirki , widełki i co tam jeszcze w rytmie zgodnym – przesuwają się, przesuwają i hop – do zlewu blaszannego. Na podłogę nie. Na podłodze za to imponująca … hmmm, nie kałuża. Kałuża to bez znaczenia strategicznego. A to co widać, to znaczenie chyba ma w strategii przygotowań przedświątecznych. Gdzie ja tera tarę ?Kupię? Znajdę?

Pacholę , co mu do pełnoletniości czasu mało co zostało, rozparte i podparte łokciami na stole. A zagapiooooone !? W obrazki migające na ekraniku kolejnego cuda. Nogi we wodzie a ono nic. Musi tak przyjemnie onemu, czy raczej wszystko dwa?

Pacholę do pacholęcia nie bardzo i podobne. Bo czy pacholęta to takie bary rozłożyste na ten przykład mają? Albo takie ramię jedno, że damskie rączki małe obie z ledwością … z jaką ledwością? Nijak nie obejmą. Ech, lata lecą, dziecioki rosną, po świecie się rozłażą. Dopiero co gatek samo nie oblekło…

-Synu!!!

-Co? – żeby się chociaż obrócił w matki stronę od tego pudełeczka rozrywkowego?

-Odwróć no się.

- A co? –patrzajcie, posłuszny jaki, odwrócił się.

-Nic cię nie zadziwiło, co się wyrabia za twoją… ci za plecami? Nie zaciekawiło?

Ogarnął wzrokiem harce pralkowe, zainteresował się , dopokąd sięga bajorko, stópki numer 46 letko uniósł - kapciuszki ostawiając na miejscu swem. I tak jakby zastygł w czymś.

-Synu, a jak ci pożar się kiedy zdarzy nie bardzo z przodu, to co?

Syn się ocknął z zadumy. Spojrzał trzeźwiej nieco.

-Widocznie … nie używała pani calgonu…?

:D :D

ZAUFANIE

grudzień 17, 2008 on 6:57 po południu | W NIE CAŁKIEM POWAŻNE | Brak komentarzy

Nauczyłeś mnie wiele. Dzięki Tobie spojrzałam na kobietę tak w ogóle i na tę jedną – siebie – zupełnie, jakbym stanęła obok. Każdy to powie: z boku wszystko widać lepiej. I zobaczyć mogłam piękną przemianę. I piękne … hmm, rozjaźnienie? Bo rozdwojenie to nie jest.

Człowiek „w całości” różnych „rzeczy” … potrzebuje – tak to ujmę bez patosu. Dzięki Tobie jasne stały się oczywistości, może nie dla wszystkich tak oczywiste. Wszystko , co mam było do tych pór jakby w mojej służbie. Trzymane na łańcuchu. A okazuje się, że mojej harmonii bliższa jest odwrotność. Ja w służbie wszystkiemu, co mam: wnętrzu i zewnętrzu..

Dzięki Tobie mogę doświadczać tych wewnętrznych uniesień ponad chmurami bez tego, co było mi dotychczas dobrze znane : „ściągnij wodze”.

A mogę także doświadczyć - nie potrzebując hamowania - innych , dla zewnętrza uniesień.

Dotyku, czułości i ognia płynącego od kogoś, kto potrafi sprawić, że w dotyku tym moje ciało otrzymuje wiele doznań nieznanych. I dzieje się to z bliskości zamykającej się w pragnieniu bliskości dwojga ludzi. Każdy z mężczyzn potrafi tę bliskość stworzyć na swój sposób. Niepowtarzalnie. Inaczej – i tutaj to słowo jest właściwie użyte. Przyznasz chyba, że kiedy ktoś daje siebie samego tyle , ile siebie ma, wystarczy „tylko” siebie całą „oddać”. Żadne „datki” już nie są potrzebne.

Gdyby nie Ty nigdy nie dowiedziałbym się , że to ja jestem dla tego , co posiadam, a nie odwrotnie.

Ale czy to stosownie tak aby … ? Może lepiej by było pomnik jaki postawić…? Albo „namszę” dać…?

Było nie było,

Józek Maliniak - w stan spoczynku awansem z rezerwy przeniesiony :D - Truskawce Józi .

Podziękował :D

Z ŻYCZENIAMI - czego tam se Aśćka winszuje :)

grudzień 1, 2008 on 7:41 po południu | W NIE CAŁKIEM POWAŻNE | Brak komentarzy

 

Jest tylko jedna Ewka

Która nie spadła z drzewka

Wypadła Kozie ona

Ale! – nie spod ogona

Wypadła jej z amory

I wpadła do komory

Do jednej z komór dwu

Tak, jak to Ona – srrru!

I siedzi tam , bez mała…

( Z choinki się urwała???

Rozsiadła się okrakiem!)

Siedzi wieku ćwierć z hakiem :)

 

 

Dla sympatycznej Mademoiselle ( ach!, jakie to wykwintne…) Ewy od sympatycznej Mademoiselle ( i jakie, ach!- wyrafinowane…) Kozy - mucho, mucho …

 

 

 

http://wiesium.wrzuta.pl/audio/kF9sRbRjRJ/julio_iglesias_-_besame_mucho
Prawda, że ładne? :D

Wpisy i komentarze feeds. Valid XHTML and CSS. ^Top^ Powered by WordPress