CUDA – CUDA… WYPRAWIAJĄ
grudzień 22, 2008 on 11:20 przed południem | W NIE CAŁKIEM POWAŻNE | Brak komentarzyŻelazko suuuunie do gładzi zmierzając – no samo! Te cuda techniki! Pilnować ino, co by przyhamowało w czas. Dyszczka wszak to nie pole łowsa, oba końce widać – jakby nawet kto przyślepawy. A i o miedze droczyć się nie potrza. Zaginajo się wyraźniej, niż to, co za rzeko.
Taki relaks – wstyd się przyznać, kiedy inne w robocie pouwijane i w łańcuchach paradnych , i we włosiu janielskim. Ręka jedna wodzi , druga z ledwością nadałża zagniotki prostować. Podryguje sobie … ten, no ten , co się za plecami zaczyna, czy kończy – wszystko od tego, z której strony kto popatrzy.
Wśród nocnej nie bardzo ciszy jawi się masa huku – niby znajomego. Zza paru parawanów dźwiękosłaboszczelnych się jawi. Odmykajo się szufladki pod czochradłem – co to za rumory i skąd to może być? Niby znajome w wydźwięku swym, ale coś pokojarzyć … ?
Nie ma co nad rebusami się wyginać, a i ciekawość babska swoje prawa ma. Prrrrr! Żelazko! Kto to wie, ile czasu się zejdzie na podziwianiu.
Stawia w progu , jakby wrrrrrył – obrazek sielski.
Pralka – drugie cudo – zmyślnie pod blatem kuchennym schowana – tańcuje obertasa. Tylko se siędnąć, to by było dopiero podrygiwanie. A z blatów dwóch garczki, talirki , widełki i co tam jeszcze w rytmie zgodnym – przesuwają się, przesuwają i hop – do zlewu blaszannego. Na podłogę nie. Na podłodze za to imponująca … hmmm, nie kałuża. Kałuża to bez znaczenia strategicznego. A to co widać, to znaczenie chyba ma w strategii przygotowań przedświątecznych. Gdzie ja tera tarę ?Kupię? Znajdę?
Pacholę , co mu do pełnoletniości czasu mało co zostało, rozparte i podparte łokciami na stole. A zagapiooooone !? W obrazki migające na ekraniku kolejnego cuda. Nogi we wodzie a ono nic. Musi tak przyjemnie onemu, czy raczej wszystko dwa?
Pacholę do pacholęcia nie bardzo i podobne. Bo czy pacholęta to takie bary rozłożyste na ten przykład mają? Albo takie ramię jedno, że damskie rączki małe obie z ledwością … z jaką ledwością? Nijak nie obejmą. Ech, lata lecą, dziecioki rosną, po świecie się rozłażą. Dopiero co gatek samo nie oblekło…
-Synu!!!
-Co? – żeby się chociaż obrócił w matki stronę od tego pudełeczka rozrywkowego?
-Odwróć no się.
- A co? –patrzajcie, posłuszny jaki, odwrócił się.
-Nic cię nie zadziwiło, co się wyrabia za twoją… ci za plecami? Nie zaciekawiło?
Ogarnął wzrokiem harce pralkowe, zainteresował się , dopokąd sięga bajorko, stópki numer 46 letko uniósł – kapciuszki ostawiając na miejscu swem. I tak jakby zastygł w czymś.
-Synu, a jak ci pożar się kiedy zdarzy nie bardzo z przodu, to co?
Syn się ocknął z zadumy. Spojrzał trzeźwiej nieco.
-Widocznie … nie używała pani calgonu…?
Wpisy i komentarze feeds. Valid XHTML and CSS. ^Top^ Powered by WordPress