WIESZ?

luty 21, 2009 on 10:16 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy

 

Jest taki biały śnieg

Śnieg biały tak…

Bielszy

Niż  najbielsze małżeństwo

Jest tyle pytań …”Czy?”

Czy?… pytań tyle tych…

Więcej

Niż tych…  „dlaczego?”

Jest  też pytanie

„Jak?”

To pytanie  jest

Takie

Jedno…

NIE-PO-ZNAKI

luty 16, 2009 on 11:06 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy

Za sny,

Które się pamięta…

Od końca

 

 

Za łzy,

Te nie wyciśnięte…

Od słońca

 

 

Za ślad

I na wodzie pisanie…

Palcami

 

 

Za sad

Rozbrzęczony graniem…

Słowami

 

 

Za deszcz

Ten rzęsisty smutek…

Miłośnie

 

Za dreszcz

Niepokoju nutek…

Radośnie

 

 

Za … znak

Za… smak

Za… mak?

http://macrut.wrzuta.pl/audio/pLHrErXAje/galicja_-_nie_ma_mateusz_ziolko_lidia_jazgar

W PRZEDEDNIU… DAMSKI?

luty 7, 2009 on 12:59 przed południem | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy

 

Łagodność i cisza otoczenia – to już wystarczy, aby pomyśleć o zjawiskach zwanych cudami. Marzy się utrzymać stan taki paranormalny przez jakąś chwilę, skoro nastał i zauważyć się pozwolił. Nie zaprzepaścić w woniach smażonego tłuszczu czy zalataniu porządkowym.

Kto powiedział, że wanna, zwłaszcza duża jest sprzętem zbędnym w sąsiedztwie natrysku? Nikt nie powiedział. Samemu można sobie wmówić z przyczyn obiektywnych. Braki okienne zaś w pomieszczeniu waniennym – to wyłącznie same plusy. Zamknięte drzwi i… pstryk – jest noc. Jej czerń węglowa przechodzi po stopniach rozmroczenia kolejnych zapalanych świec w mleczną czekoladę.

W gorliwej wodzie zanurzenie ujmuje… ciążenia, zwalnia … uściski , rozmazuje kanty… Nawet i te biodrowe złagodniały – czy to złudzenie? I ręce takie swobodne. I głowa, i myśli w niej. Może to także z przyczyny bardzo czerwonego wina w bardzo pękatym szkle. A może to tych kryształków mlecznych garstka dziwnie przyjemnie pachnących – zmieszanie ;) patchouli, ylang ylang, star anis – trochę niepokojąco… Nieważne przyczyny… tak też ktoś śpiewa. Nieważne…

Ważne natomiast, że…

…lekkość lekko ociężała, chłód niechłodny nazbyt , a szczelność bezczelnie nieszczelna…

 


http://maliii.wrzuta.pl/audio/iXZzkFORAL/edyta_bartosiewicz_-_jenny

http://ania11wro.wrzuta.pl/aud/file/2n1U6BP9Ot/boguslaw_mec_-_jej_portret

DZIEŃ ZA DNIEM … MĘSKI?

luty 7, 2009 on 12:56 przed południem | W NIE CAŁKIEM POWAŻNE | Brak komentarzy

Mroziaga, że brrr…i uch! Jakieś przeczucie czy coś… no bo co to miało by być innego? Godzina pią-ta, minut trzydzie-ści, kiedy pobu-dka za-gra-ła! Lewa!

Lewa, lewa , a jakże. Autko się poskarżyło razy dwa: łech, łech i wszystkie kontrolki wraz z tabliczką wzięli pogasli na te krótkie żale. Ot i masz.

Coś to tam kiedyś było o kablach jakowychś… i taksówce…? Przybył na ratunek młody a nieopierzony. Niby z kablami. Coś to tam poprzeciągał z wozu do wozu. Na lejce to nie wyglądało – a na kable w istocie samej. Rozparł się następnie w wozie swym, jakby i rzeczywiście było w czym. I pożytku z niego tyle. Co z psa gnoju. Próbowała , próbowała z nieśmiałością wielką i kicha. Panu usłużnemu nie bardzo – podziękowała. Bez lupy widać , że on tu z pomocą nie przybył ino kazali.

Znaczy kable na nic. A robota? To nie są żarty! Mróz swoją drogą, a robota swoją. Ale kawy to się trzeba napić – poza już mrozem. Albo i nawet bardzo nie poza.

No przecież żesz! Ta kawa to trunek zbawienny! Wymyśleć się udaje przy łyku pyszniutkim , a malowanki czyniąc lica zdobiące w obłoczku , co jak do oczka zaleci to i po zdobieniach . Pomysł znamienity! Jak to od razu było tak nie pomyśleć! Zadzwonić trzeba! Gdzie trza, trza telefonem!

- Masz chwilę ?

- No, co tam?

- Autko się rozkraczyło…

- Akumulator w nim może już słaby.

- Ty mi nie każ dzisiaj akumulatora mieniać!

- Czekaj, nie galopaj. Kręci?

Matko moja. Co ma kręcić?

- Mów no ty do mnie po damsku czy jakoś albo co.

- Co słyszysz, jak przekręcasz kluczyk?

- Łech , łech. I koniec. Kable były – nie pomogły. Tylko łechał dłużej.

- Nie kręci znaczy. Kup bańkę oleju, podgrzej, nalej do baku, zakałataj, zawołaj kable jeszcze raz, jak odpali – jedź na najbliższą stację kup…

- Czekaj! Ile tej bańki? Jak to – na gazie podgrzać, w garczku? Zabulgotać ma , czy jak? Czym zakołatać?

- Pięć litrów, zabulgotać nie musi. Zakałatać samochodem.

No masz ci. A jak tu takim czymeś zakałatać? Na rozumy pomieniał się? No dobra , obaczym.

- Co ja mam tam kupić na tej stacji?

- Powiesz panu, że chcesz uszlachetniacz do oleju na zimę. Poczytasz i wlejesz ile trzeba. Jak co, to dzwoń.

Uszlachetniacz! Patrzajcie, jak to ładnie ponazywane.

Bańka na olej. Pewno w piwnicy. Może i tak, tylko jak przeleźć przez piwnicy środek , co go nie ma. Podział się pod kupą szpargałów. A siły oszczędzać mus, bo kto to wie, czym to jeszcze kałatać przyjdzie. Przelejemy płyn do szybek do flaszeczek po Hoop coli, a że niebieski, to może nikt się nie połasi, a na wszelki wypadek – pod siedzonko. I z banieczką świńskim truchtem i szczęściem , bo niedaleko.

No ziąb się wziął jak nie wiem co i nie wiem skąd. Jakby w pudełeczko gadające patrzała, to by wiedziała skąd. A jakby wiedziała skąd, to i pewnikiem by jej lekuchno się teraz zrobiło na duszy, jak drugie nie wiem co.

Garnek. Który to garnek na pastwę i na zmarnowanie by miał być? No, niech będzie. Upssssssss… Mało tego garczka. Mało za mało, tak całkiem malusio , ale cholerka za mało! A przykaz był pięć , to pięć. Nie ma co ryzykować przez durnych parę kropelek. Lejem w dugi. Hmmm… czy aby to się na ten przykład nie zapali? Tak samo od siebie? Się zobaczy. Kurtkę by może zdjęła, bo w izbie ciepło? Jedną chwileczkę… Drugie oko … chyba nie całkiem ono przyozdobione? Wcale nawet – rzec się ośmielę. Ale stacja blisko była. To kawa , obłoczki i coś z tym trzeba zrobić. Albo się umyć, albo skończyć dla wstydu oszczędzenia.

Zagrzało się samo, wlało się, a – prawie samo. Zakałatać się samo nie chciało. Kable przyjechały tą razą z właścicielem pomocnym. I nie młokos i nie … ten, no samo rychtyk. A i z gęby mu patrzało nieźle. No i makijaże pokończone- co może i najważniejsze w tej całej zawerencji :D

Autko odżyło. Ale … robota nie zając. A piwnicy stan akuratny całkiem na stan ducha , co się na ciała stan przełożył, że tylko fuuurrrrrrrrrczało.

Taki on i męski. Ten dzień. Kuchnia cała i cała dama w oparach przecudnych perfum o nazwie zgrabnej , a wdzięcznej: ON

… jeszcze przelać to niebieskie na powrót w bańkę litr pięć. Strzyżonego Pambog strzyże :)

Wpisy i komentarze feeds. Valid XHTML and CSS. ^Top^ Powered by WordPress