DZIEŃ ZA DNIEM … MĘSKI?
luty 7, 2009 on 12:56 przed południem | W NIE CAŁKIEM POWAŻNE | Brak komentarzyMroziaga, że brrr…i uch! Jakieś przeczucie czy coś… no bo co to miało by być innego? Godzina pią-ta, minut trzydzie-ści, kiedy pobu-dka za-gra-ła! Lewa!
Lewa, lewa , a jakże. Autko się poskarżyło razy dwa: łech, łech i wszystkie kontrolki wraz z tabliczką wzięli pogasli na te krótkie żale. Ot i masz.
Coś to tam kiedyś było o kablach jakowychś… i taksówce…? Przybył na ratunek młody a nieopierzony. Niby z kablami. Coś to tam poprzeciągał z wozu do wozu. Na lejce to nie wyglądało – a na kable w istocie samej. Rozparł się następnie w wozie swym, jakby i rzeczywiście było w czym. I pożytku z niego tyle. Co z psa gnoju. Próbowała , próbowała z nieśmiałością wielką i kicha. Panu usłużnemu nie bardzo – podziękowała. Bez lupy widać , że on tu z pomocą nie przybył ino kazali.
Znaczy kable na nic. A robota? To nie są żarty! Mróz swoją drogą, a robota swoją. Ale kawy to się trzeba napić – poza już mrozem. Albo i nawet bardzo nie poza.
No przecież żesz! Ta kawa to trunek zbawienny! Wymyśleć się udaje przy łyku pyszniutkim , a malowanki czyniąc lica zdobiące w obłoczku , co jak do oczka zaleci to i po zdobieniach . Pomysł znamienity! Jak to od razu było tak nie pomyśleć! Zadzwonić trzeba! Gdzie trza, trza telefonem!
- Masz chwilę ?
- No, co tam?
- Autko się rozkraczyło…
- Akumulator w nim może już słaby.
- Ty mi nie każ dzisiaj akumulatora mieniać!
- Czekaj, nie galopaj. Kręci?
Matko moja. Co ma kręcić?
- Mów no ty do mnie po damsku czy jakoś albo co.
- Co słyszysz, jak przekręcasz kluczyk?
- Łech , łech. I koniec. Kable były – nie pomogły. Tylko łechał dłużej.
- Nie kręci znaczy. Kup bańkę oleju, podgrzej, nalej do baku, zakałataj, zawołaj kable jeszcze raz, jak odpali – jedź na najbliższą stację kup…
- Czekaj! Ile tej bańki? Jak to – na gazie podgrzać, w garczku? Zabulgotać ma , czy jak? Czym zakołatać?
- Pięć litrów, zabulgotać nie musi. Zakałatać samochodem.
No masz ci. A jak tu takim czymeś zakałatać? Na rozumy pomieniał się? No dobra , obaczym.
- Co ja mam tam kupić na tej stacji?
- Powiesz panu, że chcesz uszlachetniacz do oleju na zimę. Poczytasz i wlejesz ile trzeba. Jak co, to dzwoń.
Uszlachetniacz! Patrzajcie, jak to ładnie ponazywane.
Bańka na olej. Pewno w piwnicy. Może i tak, tylko jak przeleźć przez piwnicy środek , co go nie ma. Podział się pod kupą szpargałów. A siły oszczędzać mus, bo kto to wie, czym to jeszcze kałatać przyjdzie. Przelejemy płyn do szybek do flaszeczek po Hoop coli, a że niebieski, to może nikt się nie połasi, a na wszelki wypadek – pod siedzonko. I z banieczką świńskim truchtem i szczęściem , bo niedaleko.
No ziąb się wziął jak nie wiem co i nie wiem skąd. Jakby w pudełeczko gadające patrzała, to by wiedziała skąd. A jakby wiedziała skąd, to i pewnikiem by jej lekuchno się teraz zrobiło na duszy, jak drugie nie wiem co.
Garnek. Który to garnek na pastwę i na zmarnowanie by miał być? No, niech będzie. Upssssssss… Mało tego garczka. Mało za mało, tak całkiem malusio , ale cholerka za mało! A przykaz był pięć , to pięć. Nie ma co ryzykować przez durnych parę kropelek. Lejem w dugi. Hmmm… czy aby to się na ten przykład nie zapali? Tak samo od siebie? Się zobaczy. Kurtkę by może zdjęła, bo w izbie ciepło? Jedną chwileczkę… Drugie oko … chyba nie całkiem ono przyozdobione? Wcale nawet – rzec się ośmielę. Ale stacja blisko była. To kawa , obłoczki i coś z tym trzeba zrobić. Albo się umyć, albo skończyć dla wstydu oszczędzenia.
Zagrzało się samo, wlało się, a – prawie samo. Zakałatać się samo nie chciało. Kable przyjechały tą razą z właścicielem pomocnym. I nie młokos i nie … ten, no samo rychtyk. A i z gęby mu patrzało nieźle. No i makijaże pokończone- co może i najważniejsze w tej całej zawerencji
Autko odżyło. Ale … robota nie zając. A piwnicy stan akuratny całkiem na stan ducha , co się na ciała stan przełożył, że tylko fuuurrrrrrrrrczało.
Taki on i męski. Ten dzień. Kuchnia cała i cała dama w oparach przecudnych perfum o nazwie zgrabnej , a wdzięcznej: ON
… jeszcze przelać to niebieskie na powrót w bańkę litr pięć. Strzyżonego Pambog strzyże
No Comments yet »
Dodaj komentarz
Wpisy i komentarze feeds. Valid XHTML and CSS. ^Top^ Powered by WordPress