DASZ WIARĘ?

październik 28, 2009 on 7:48 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy


Jakaż ona aż soczyście zachłanna

Na odmiany wszystkie zieleni.

Aż się zdaje, że może naganna,

Tak pochłaniać chcieć na jesieni.

 

Złapać, objąć, nic nie upuścić,

Móc roztańczyć choć do połowy.

I gołębią chmarą wypuścić

Furkoczącą w kształcie podkowy.

 

No, a w noc rozplątuje węzełek,

Zawiązuje z początkiem koniec

W bardzo mocny, ciasny supełek.

Ma wytrzymać. Zjawi się goniec.

 

 

OTO JESTEM :), ALE…, ŻE CO…?

październik 28, 2009 on 10:34 przed południem | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy


No i co? W letnie sukienki

Poskładane na szafy dnie

Będą strojne panie, panienki

Bo się  lato zawrócić chce?

 

Drobna mżawka, prawie majowa

Wpada w przepych słonecznych lśnień.

Ani myśli kto głowę chować,

Chyba ślepy i głuchy  w pień,

 

Co w obłokach niczego nie widzi,

Nic prócz szarpnięć wiatru nie czuje

I nie słyszy nic, bo się wstydzi.

Nie próbował – wie jak smakuje.

JAKAŚ BRĄZOWOOKA

październik 26, 2009 on 1:26 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy


Taka… niepozbierana,

Gubi drogi, godziny.

Mało poukładana,

Bywa – zrzędzi o krztyny.

 

Awanturna o gesty,

Że za wielkie – powiada.

Dobry dzień – do każdego,

A nuż trafi sąsiada?

 

Zaplątana w nastroje

Wielki balans uprawia.

Lubi zwiewność i stroje,

Ale… portki zakłada.

 

Poparzona w całości,

No…, z wyjątkiem języka.

Łzą się dławi – nie ością,

Gdy jej brązów dotykasz.

 

MANUKA

październik 22, 2009 on 7:44 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy


Zaorane nieużytki, ugory.

Czas już obsiać bez obaw o zbiory.

Śnieżne stoki manuka na wziątek

Wybujały to nazbyt początek?

 

W Nibylandii majętne kwiaty

Wnet przykryją nieładne błoto.

Hektolitry z krzewu herbaty

Pozlewają się z plastra złoto.

 

Nim popłyną obfitą  strugą

Jeszcze dzień, chwila, niedługo.

I z oddechem równym się wtulę

W całkiem dużą miodną koszulę.

NA SZCZĘŚCIE

październik 20, 2009 on 7:08 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy


Na samym czubku świata

Młody – włosy rozplata,

Dojrzały śmiało hula

W rozchełstanych koszulach.

 

Jest też lawendy pole

Wprost na kuchennym stole.

Tak mocno, fioletami.

Nie magią, nie czarami.

 

Kto głupi – szczęście zdoła

I wielkie, jak stodoła,

Ogarnąć, objąć. Mieć.

Choć głupi – umie chcieć.

 

 

CZARY-MARY

październik 20, 2009 on 7:41 przed południem | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy


Wypadła śliwka z kompotu

Wpół zdania, bez kłopotu.

Troszeczkę na temblaku

Szukała swego smaku.

 

Wypatrywała koloru

Osobliwego wzoru,

Że… znaki, dziwy, wiersze…?

To słowa najznaczniejsze.

 

Odnalazła się w lodach.

Bez wspinania po schodach,

Gdzieś u schyłku mocowań.

Prosta magia, bez knowań.

 

 

 

ZE SZCZYPTĄ MIĘTY

październik 13, 2009 on 10:14 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy


Puste garnki dnami do góry,

Rzędem na płocie omszałym

Koleboce niezręcznie kot bury

Spacerem dziwnie zgłupiałym.

 

Liści kupa skośnie szurnięta

Zamaszystym wiatru kopnięciem.

Tylko w kubku parzona mięta

Co dzień świeża. Tuż przed uśnięciem.

 

 

MYŚL

październik 8, 2009 on 6:06 przed południem | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy


Rozpięta, naprężona

Od pyska do ogona.

Podcięta, odskrzydlona

Smętnie okulawiona.

 

Z kropelek koralami,

Powieszonymi snami,

Ostrymi draśnięciami,

Od bandaży nitkami.

 

Myśl. Taka niekudłata

Z babiego jakby lata.

 

 

JESIENNY POLICZEK

październik 7, 2009 on 12:34 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy


Popatrz sama, czy to wypada?

Kiedy w Twoich łzach się zapada

Most zwodzony podwójnej tęczy

Jeszcze wczoraj tkany z pajęczyn.

 

No już nie płacz… Proszę humorku,

Bałamutnych Twoich kolorków,

Zawziętego nałogu kuszenia

Dorodnością w pąsach-czerwieniach.

 

I od wiatrów, zmiennych jak słowo

Rozsypujesz się bursztynowo…

Piękna moja, już nie płacz do zimy.

Moja Złota…, coś wymyślimy…

 

 

POJĘCIE. TAKIE LUDZKIE.

październik 6, 2009 on 11:53 przed południem | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy


Sam mi się zainstalował

Skaner behawioralny

Na nieznaczące słowa,

Wyraz mało oralny.

 

Ech…, że nie każde ktosie

Wesoło brykają w śniegu,

Pląsają o rannej rosie

Do światła i do brzegu.

 

A co się tak w ogóle stało?

A mleko się wysypało.

I nie chciało się wsypać

Na powrót do słoika.

 

Nastpna strona »

Wpisy i komentarze feeds. Valid XHTML and CSS. ^Top^ Powered by WordPress