KWEF-BLEF
czerwiec 28, 2010 on 10:45 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzyMój piękny panie, co Ty na to?
Na grę w gołego pokera.
Wszak dziś gorąco, jakby lato,
To kiedy, jak nie teraz?
W siwawe szrony się zapędzać?
W zimne pory obuwać?
Kiedy o żary bieda z nędzą
Modłami chcą zatruwać?
Grać będę fair play, obiecuję.
No, może z kamuflażem:
Gracza sto procent, kwef od szui.
Ech…, spojrzysz, w mig się zdradzę.
MALARKA
czerwiec 28, 2010 on 7:12 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzyRzeczywiście, zakochanie, że ma kolor niebieski.
Od początku bez granic, nic od kreski do kreski.
Z postrzępionym pierzasto i świetliście tak brzegiem
Blado jasno różowym – kropla soku ze śniegiem.
Wysokościom niech chwała; śmiałek, tchórz – lewituje
I w odmęty, czeluście bez namysłu nurkuje.
Łapie oddech głęboki z cichutkiego westchnienia
Gór podnosi łańcuchy, na kamieniu kamienia
Nie zostawia jednego; wszystkie karnie z ochotą
Maszerują zastępem nie zważając na błoto.
A miłości kolory? Jakie są, ktoś mi powie?
Cicho sza…, namaluję. Całym sercem gdzieś w głowie.
MAGIK
czerwiec 26, 2010 on 11:15 przed południem | W BEZ-MIARY | Brak komentarzyO tej porze utulony w śnieniu gwar.
Drzemie w chłodzie (jeśli będzie) dzienny skwar.
(Jeśli byłby) nawet mleczarz miałby sny
O pobudkach w rześkich kłębach sennej mgły.
(Jeśli słuchasz) zrozumiałeś ze słów toku,
Co ich źródłem, że pulsują w rytm potoku.
(Jeśli usnął) wiatr zbudziłam tym gadaniem,
Ot, złośliwiec psoci już za niedospanie
Słowom trud zadając większy, gdy z włosami
W warkocz splata je potrójny, wraz z ustami.
Widać słuchasz, wiatr wyręczasz jednym gestem,
Słowotoki ( pstryk) zamieniasz w bezszelesty.
SEKRETNE ROZKAZY
czerwiec 25, 2010 on 12:20 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzyHałaśliwie, gwarno, kolorowo, tłoczno.
W kołyszącym reggae stopy nie odpoczną.
Kibić uchwycona, ramię ma oparcie,
Butki nieboraczki skazane na zdarcie.
W nałóg Twego taktu wpaść nie dają zmiany
Depcząc mnie tradycji hasłem „odbijany”.
Pięknie udręczona zbytkiem tańca mdleję.
Szeptem ordynujesz: chodź tu, kysz złodzieje.
ZAKLĘCIA
czerwiec 23, 2010 on 11:53 przed południem | W BEZ-MIARY | Brak komentarzyGdzie nie spojrzeć, pełno piany,
W bańkach wątek upaćkany.
A w pośpiechu mokry w szczęty
Czas przepierek późno wszczętych.
Utaplanie z przyczyn tempa:
Heja! Galop! Dosyć stępa!
Mokre nogi, pół podłogi
I paradnej bluzki rogi.
Precz posyłasz klimat dziarski:
Daj…, odsłonię ci nadgarstki…
TURECKIE LUSTRA GADANIE
czerwiec 20, 2010 on 1:07 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy- Znowu nie uważasz!
- Niech zważają drudzy, lęków o swe ego najwierniejsi słudzy.
- I nic się nie boisz?
- Boję się, jak inni z jukami do ziemi, ciut rozsądku winni.
- Gdy przyjdzie się rozdziać do białej nagości?
- Hmm…, prócz tkanek miękkich mam jeszcze i kości.
- Widziałaś ty wzloty – z kraksy – samolotów?
- Wbrew wszelakim prawom pilot zawsze gotów.
- A kiedy codziennie o czwartej nad ranem zbudzi cię łomotem serce już wyspane?
- Nakarmię je makiem, czekoladą ciepłą, by do następnego świtu nie zakrzepło.
- Może znowu boleć, gdy na wodę pic.
- A jakże, okrutnie. Ale nic to…, nic…
W JESZCZE ZIELONE GRAMY
czerwiec 20, 2010 on 10:40 przed południem | W BEZ-MIARY | Brak komentarzyZ dojrzałej limonki w palcach cierpki sok.
Oddechy zawisły, mija miesiąc…, rok…?
Twoja ręka miękko, bezszelestny wąż…
Podaję połówkę, wyciskasz z niej miąższ.
Po drugą połówkę rześkiego owocu
Sięgasz bojaźliwie, złodziej ciemną nocą.
Wymieniamy dotyk, rozgrzeszeni sokiem,
Krótki, niewidzialny dnia pełnego okiem.
W ciszy tak głębokiej jak najgłębsze studnie,
W bezdechu milczącym jest nam coraz trudniej
Nie słyszeć łopotu serc swoich wzajemnie.
Pod słońca zenitem ciemnieje. Wciąż ciemniej.
Stoję niewiedząca, Ty nie widząc czujesz…
Płomyk z dwojga źrenic po Twoich się snuje
Ramionach i karku, odzianych w koszulę.
Myślą pragniesz, żądasz… Ręka bierze czule
Mojej ręki tkliwość mokrą od limonki.
I stały się jawą mary, senne mrzonki.
WIGILIJNA OPOWIEŚĆ
czerwiec 19, 2010 on 3:02 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzyBabo niepokorna, uparta dziewczyno
Uniosłaś powieki, pozwól się rozpłynąć.
Tam, za nieba skłonem, hen na uroczysku
Biesy z biesicami tańczą przy ognisku.
Do ich pląsów brzdąka ktoś na strunach kilku,
Umie zakląć burze i watahy wilków.
Niecierpliwie kosmyk odgarnia nad czołem,
W ogień zadumany, oczy ma wesołe.
Już cię spostrzegł, ręką kiwnął ci i z daleka.
Miejsce – mówi – twoje. I mówi, że czekał.
Gorąco, rzęsiście, wilki oswojone,
Wrzos w lata przedsionku czerwcem umajony…
Nie dowierzasz? Popatrz, znasz to miejsce przecież.
Wigilia znienacka przyszła deszczem w lecie.
POSKRAMIANIE ZŁOŚNIC
czerwiec 16, 2010 on 12:03 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzyŻłobiąc ścieżki wędruje w tamtą i z powrotem.
W zagapionym błądzeniu umazana błotem.
Z nóżki przestępując na nóżkę, niepewnie,
Nabrzmiewa. Rozdęta pąsowieje gniewnie.
Zawraca do wyjścia, gubi się i miota.
Mani jej się duktem przez szerokie wrota.
Zakryta powieką, rzęsami więziona
Piecze, jak cholera, łezka rozeźlona.
NA ŁYŻECZKĘ
czerwiec 10, 2010 on 2:21 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzyBędę Ci łyżeczką miodu w kubku mleka,
Kiedy wrócisz nocą z bliska czy z daleka.
I wódki kieliszkiem będę dla kurażu,
Gdzie oracją goszczą, w sąsiedzkim garażu.
Uchylonym rąbkiem wielkiej tajemnicy,
Kwiatkiem nazbyt małym w za dużej donicy.
Jednym haustem wina mocno wytrawnego,
Kiedy u cioteczki za wiele słodkiego.
Kostką lodu na dnie pełnej szklany trunku
W samym środku gwaru, w czas niepocałunków.
I znów Ci łyżeczką będę, do poduchy.
Ostatnią z kompletu, wygiętą i kruchą.
Wpisy i komentarze feeds. Valid XHTML and CSS. ^Top^ Powered by WordPress