G-ASTRONOMIA
lipiec 28, 2010 on 9:04 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzyChoć nie lubię, bym chciała wypić z Tobą szampana
W jakiś piątek lub wtorek przed śniadaniem, tak z rana.
W jeszcze ciepłej, kuszącej kochaniem pościeli
Schować się przed zazdrością rozespanych anielic.
Święto Wiosny Jesiennej byśmy sobie zrobili,
Pełny kosz pomarańczy, czekolada i chili.
Pomarańcze niech rzeźwią, niech pragnienia nie zgaszą,
Czekolady goryczka na łaknienia okrasą.
Niecodzienną bajeczność biegłe życie doprawi
Szczyptą chili. Mój miły, będzie tylko wytrawniej.
TEMPYRAMENT
lipiec 26, 2010 on 6:03 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzyW ćwierci mroku poddasza,
W schłodzonym popołudniu
Śmiałość kropel przestrasza.
Dobijają się, dudnią.
W okiennice otwarte wleciał dżinn na dywanie,
Rozłopotał powietrze gotowane do spania,
Olejami maszczone cynamonu z imbirem.
Rozkopały się zwoje łoża słanego kirem
Prześcieradeł bez zmarszczek. Wyczyszczone do reszty
Ślady buta ciężkiego, zimowego podeszwy.
Z wina łykiem białego smużki wspomnień sączone
Szary dym bałamuci i tumani , a one
Z czerwonymi dywanu się splątały frędzlami,
Z tanga w rytm przeszły samby i… miłośnie.
Co z nami?
DEDYKACJA
lipiec 23, 2010 on 9:20 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzyZatnę się w palec ukradkiem
I napełnię kielich czerwienią
Niech się rumienią
Ci którzy dziwnym przypadkiem
Dzwony bez serc do łkań rozdzwonili
Że niby w mordę tacy mili
Tym co się na krzywe oko zdaje
Że w pustynie mienią się gaje
A ręki uścisk twardy
Ton hardy
To skorupa beton nic miękki
Lata świetlne od cienia udręki
Że wielka jak słoń szara łza
Przywilej i prawo tak na chłodno
Wyłączność
Oczu
Co
Patrzą
Modro
BARANIE JAJA
lipiec 23, 2010 on 11:57 przed południem | W BEZ-MIARY | Brak komentarzyCo bym chciała, nie mogę.
Czego nie chcę, to muszę.
Pająk podstawia nogę,
Musze natręctw katusze.
ŚMIETANKOWE
lipiec 20, 2010 on 8:11 przed południem | W BEZ-MIARY | Brak komentarzyKąsał i zygzakami chował się za przeszkody.
Roniąc śmietankowymi zabielał nurty wody.
Płynęła rzeka mlekiem, użyźniała kamienie,
Śmietankowe tymczasem gorzały spustoszeniem.
***
Smakujesz je myślami, wzrokiem, gestem i słowem.
Rozgrzewasz, topisz, spijasz nabrzmiałe śmietankowe.
BARDZO KIESPSKI STRAŻAK
lipiec 19, 2010 on 5:55 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzySzmerna wrzawa głuszona dostatnimi myślami.
Układane z mozołem, spakowane w pergamin
Niebacząco zrywają barykady z papieru.
Eteryczne, zwiewniejsze od samego eteru.
Drgając w żaru prześwitach i słabnące z modrości
Ważki tempem statecznej z gracją mdleją mądrości.
Kto by zgadł, że w źrenicach płomień od zniewolenia,
Gdy małymi łyczkami gaszę zenit pragnienia
Układając z serwetek kształty dziwno-nijakie.
Oszukuję, że słońce tak rozkwita mnie w maki.
Na dnie szklanki pustynia. Prośbę składam Twym oczom:
Trochę chłodu. Daremnie. Barwy piwa, a broczą
Poprzez groble Twych powiek bardziej wrząco od lawy.
Z innych światów dobiega grzeczny zgrzyt: może kawy?
Dookoła muzyki pomieszanej szejkami
Rój natrętny i krnąbrny składa się w orgiami
Twojej ręki, gdy moją bez zaproszeń, swobodnie
Ujmuje. Pocałunkiem chcesz ugasić. Nic chłodniej.
MOCE
lipiec 16, 2010 on 9:27 przed południem | W BEZ-MIARY | Brak komentarzyPrzymilała się kocim pomrukiem, niepewnie,
Czy to w porę, czy aby zaproszę ją w progi.
Na mych udach chce głowę położyć i rzewnie
Móc wypłakać leczone, zatęchłe nałogi.
By rozszlochać się z serca, łkająco, z prostotą
Już do kolan bez wstydu z łomotem przypada.
Na drewnianych kolaskach wiozła odpust ze słotą.
Hałaśliwa i drżąca, to płomienna, to blada.
Stalowymi wargami wykrzykuje pretensje,
Zwariowana z boleści rozbłysnęłaby w strzępy.
Ołowiana od płaczu szmerem żali się tęsknie
Baldachimom cesarstwa zebranego w chmur kępy.
Nieugięta i dumna, grzmotów echem straszliwa,
W bezradności mych objęć kołysaniem szczęśliwa.
POZNAĆ PO STOPACH
lipiec 2, 2010 on 12:07 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzyNo co poradzić, kiedy stopy coś nie chcą mieć odzienia.
Że się – bezwstydne – obnażają, że wybiegają z cienia.
Zimą w śniegowe zaspy lezą z ogareczkiem zapałki,
Latem w ścierniska po kombajnistach mijając niedopałki,
To koniczyny wonią zwabione, bojowo w roje pszczele
Pchają się zdrowo zaróżowione ciut stracić, zyskać wiele.
I tak z wieczora w zieleniach trawy, w kurzu polnym i w piasku,
Boso i goło, za to bogato. Przyodziewki…? Do diaska!
BABA ZESŁANA
lipiec 1, 2010 on 7:42 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzyDzisiaj warsztat. Po drodze do pana mechanika
Do naprędce i w głowie splecionego koszyka
Kiecki liczy i składa do podróży w czas luźny.
Plan dziurawy jak sito poceruje się później.
W stroju wręcz rusałkowym, jeno wianka brakuje,
Sondę Lambda obrabia, pana doktoryzuje.
Wdzięcznie dżentelmenowi, że przepuścił, kiwnęła,
A innemu niecnocie chętnie by odkrzyknęła,
Że jełopem, hultajem, no i jeszcze tumanem.
Ryczy za to z głośnikiem pędząc w znane – nieznane.
Dwie sekundy uciekły, razem z nimi i droga.
Się podziała? Zniknęła! Gdzie żesz ona laboga?!
To kluczyki gdzieś zgubi, to je znajdzie w kieszeni…
Co tu czynić, by babę księżniczkowo odmienić?
W osąd staje przed lustrem i mamrocze „psa urok”.
Płacz tu, teraz, do woli – taki pada tu wyrok.
Kara skrótem, gdyż sądu lico niezbyt surowe.
„Latem z radiem mi pachniesz” – prawnik jej kończy mowę.
Wpisy i komentarze feeds. Valid XHTML and CSS. ^Top^ Powered by WordPress