SMAK BEZGRZECHU

sierpień 31, 2010 on 7:50 przed południem | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy

Najładniejszy lata ostatni kawałek
Dzielony na dwoje trochę obcych ludzi.
Sięgają. I słowa, i gesty zbyt śmiałe
Mogłyby – tak po nic – śpiące licho zbudzić.

Kropelkom podobni drżącym wiotko w sieci
Pająka-łobuza wabiącego zdobycz
Lub wróbla trzepotom, zda się zaraz wzleci,
Tańczy na gałęzi, chce jeszcze tu pobyć.

Tętno dwojga czuwa, w sny zejść nie zezwala.
Wabi, jak ten pająk, znowu palcem kiwa
Morfeusz znużony, kołysze na falach.
Mocno niecierpliwy zebrać swoje żniwo.

Poruszenie każde oddane nawzajem,
Odpowiedzią dotyk motylego skrzydła.
Nieproszeni goście: brzask, jaźń i rozstaje
I ta nieobecność, co już całkiem zbrzydła.

Smak dwu ciał harmonii z rozmysłem sączymy
W półśnie a półjawie, umyślnie w bezgrzechu,
Na wolniutkim ogniu smażony, do zimy
Przetrwa konfiturą leśną z półuśmiechów.

BURSZTYNY

sierpień 27, 2010 on 8:27 przed południem | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy

A miała kiedyś oczy pełne ciemnego bursztynu,
Wodospadem w nich płynął.
Zazdrościły mu skrzącej wartkości śmigłe jaskółki,
Poślednie kreśląc kółka.
Zachłannie spozierał księżyc zżółkły ukradkiem wielkim,
Posiąść cztery perełki.
Po jednej na pory roku licząc od jarzębiny,
Na radości bez kpiny.
Gościł w tych jej bursztynach ciemnych blask; burze wzdychały,
Błyskawice za małe.
Zapomniany w dzikości krzew, po stopy w żurawinie
Zatroskany, że zginie.
Gdzież było mu stawać z czarownością jej słodko-cierpką,
Hańba w byle lusterko.

***

Bursztyn zastygł w skrzydłach jaskółki.
Perły? Słone, w słoje na półki.
Księżyc w smugach ukląkł. Przybieżył
Wspak odmawiać razem pacierze.

ALIAŻ SZAROŚCI

sierpień 17, 2010 on 2:07 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy

Najpiękniejsza jest taka w pełnej gamie szarości,
Porywana wiatrami gór i morza przemiennie,
Układana na przyszłość, załamuje nicości,
Satynową gładkością połyskuje codziennie.

Czasem płótna szarego prowokuje zgrzebnością,
Ze zmarszczkami na zawsze, prasowaniom oporna,
Za to ciągle w całości, chociaż wykwintnym gościom
Pospolita zbyt może się zdawać, toporna.

Na tej wielkiej płachcie, szorstkim obrusie
Pośród kilku tysięcy plam niezręczności
Rozkwitają polany – i nie dają zagnuśnieć –
Kwiatem drobnych podarków. Ot, kolory miłości.

KOSZTOWNIE SŁONO

sierpień 11, 2010 on 8:42 przed południem | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy

Jeśli tylko im spłynąć pozwolisz,
To rozpuszczę się w nich aż do cna.
One w mojej, czy ja w ich niewoli?
Czyj rytuał, czyja to gra?

Ogryzione wspomnienia do kości
Dławią, leją słono do szkła.
Co to wciąż wystukuje w ciemności
Równy rytm: ta-ta-tam, ta-ta-tam… ?

BEZ TYTUŁU

sierpień 5, 2010 on 11:31 przed południem | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy

Nad blaszanym garnkiem całą mądrość skupia:
Nie przypalić wody. Uda się! Nie głupia!
Ucząc na przykładach wczorajszy garnuszek
Skręcał się, wyginał, trafiał mimo uszu.
Dziś zaznajomiona z konwenansem życia.
Wsłuchana lubieżnie w bulgotanie picia
Zażegnuje gasząc zarzewia do sporów
O fizyczne prawa. Światły geniusz w wory
Pękato-bogate, równo ustawione.
Pomylony amant weźmie je za żonę.
Posażnie mamiące bogactwo niczyje.
Co to, nieistotne. Sparcieje i zgnije.

Pożytek dialogu z cembrowaną studnią:
Echo odpowiada, o pokrywkę dudni.

Wpisy i komentarze feeds. Valid XHTML and CSS. ^Top^ Powered by WordPress