SZCZYPTA MIGDAŁOWEJ ŁUPINY

październik 9, 2011 on 2:08 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy

Migdałowo otumanił się czas. Świat jesienią
Wziął w posiadłość zapachem, porozpalał, zrumienił.
Przyczajony, rozpuścił poskrywane gdzieś moce,
Intrygował, rozdrażniał, wachlarz zdarzeń roztoczył.

Prócz zmysłowych pomieszań pochłanianych, omamił.
Rozsmakował goryczką kawy łyk z migdałami.
Porozczulał pół na pół, lubieżnością troskliwie,
Zmatowioną chropawość wschodem wiary rozszkliwił.

Jesiennego, gdy czasu pół łyżeczki zabraknie ,
Pozapada w głąb śnieżny chęć do życia. Bez łaknień
Pozostanie w niewoli już na zawsze uśpiona.
Zamarzanie nie boli, tak przyjemnie się kona.

CIERPLIWOŚĆ

październik 3, 2011 on 5:00 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy

Jeszcze jeden łyk, jeszcze łyk,
Żeby stępieć do marnej reszty.
W kącie stawiam żal, złość i krzyk,
Obok stare, zdarte podeszwy.

I do Ciebie głodne pretensje
Duszę, palę, topię, rozrywam,
Że pachnące, białe hortensje
Ktoś w zastępstwie ponadużywał.

Że w zimowym, śnieżnym ogrodzie
Rozgartałeś dłońmi kominek
Na jutrzejszy ranek. Na “codzień”
Zasiewaleś w chleb oziminę.

Nie mów do mnie: dobra, cierpliwa,
To są brednie niezdrowej pychy.
Pusto już, a ciągle ubywa.
Lepiej wznieśmy za nic kielichy.

Wpisy i komentarze feeds. Valid XHTML and CSS. ^Top^ Powered by WordPress