BARDZO KIESPSKI STRAŻAK
lipiec 19, 2010 on 5:55 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzySzmerna wrzawa głuszona dostatnimi myślami.
Układane z mozołem, spakowane w pergamin
Niebacząco zrywają barykady z papieru.
Eteryczne, zwiewniejsze od samego eteru.
Drgając w żaru prześwitach i słabnące z modrości
Ważki tempem statecznej z gracją mdleją mądrości.
Kto by zgadł, że w źrenicach płomień od zniewolenia,
Gdy małymi łyczkami gaszę zenit pragnienia
Układając z serwetek kształty dziwno-nijakie.
Oszukuję, że słońce tak rozkwita mnie w maki.
Na dnie szklanki pustynia. Prośbę składam Twym oczom:
Trochę chłodu. Daremnie. Barwy piwa, a broczą
Poprzez groble Twych powiek bardziej wrząco od lawy.
Z innych światów dobiega grzeczny zgrzyt: może kawy?
Dookoła muzyki pomieszanej szejkami
Rój natrętny i krnąbrny składa się w orgiami
Twojej ręki, gdy moją bez zaproszeń, swobodnie
Ujmuje. Pocałunkiem chcesz ugasić. Nic chłodniej.
MOCE
lipiec 16, 2010 on 9:27 przed południem | W BEZ-MIARY | Brak komentarzyPrzymilała się kocim pomrukiem, niepewnie,
Czy to w porę, czy aby zaproszę ją w progi.
Na mych udach chce głowę położyć i rzewnie
Móc wypłakać leczone, zatęchłe nałogi.
By rozszlochać się z serca, łkająco, z prostotą
Już do kolan bez wstydu z łomotem przypada.
Na drewnianych kolaskach wiozła odpust ze słotą.
Hałaśliwa i drżąca, to płomienna, to blada.
Stalowymi wargami wykrzykuje pretensje,
Zwariowana z boleści rozbłysnęłaby w strzępy.
Ołowiana od płaczu szmerem żali się tęsknie
Baldachimom cesarstwa zebranego w chmur kępy.
Nieugięta i dumna, grzmotów echem straszliwa,
W bezradności mych objęć kołysaniem szczęśliwa.
POZNAĆ PO STOPACH
lipiec 2, 2010 on 12:07 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzyNo co poradzić, kiedy stopy coś nie chcą mieć odzienia.
Że się – bezwstydne – obnażają, że wyzierają z cienia.
Zimą w śniegowe zaspy lezą z ogareczkiem zapałki,
Latem w ścierniska po kombajnistach mijając niedopałki,
To koniczyny wonią zwabione, bojowo w roje pszczele
Pchają się zdrowo zaróżowione ciut stracić, zyskać wiele.
I tak z wieczora w zieleniach trawy, w kurzu polnym i w piasku,
Boso i goło, za to bogato. Przyodziewki…? Do diaska!
BABA ZESŁANA
lipiec 1, 2010 on 7:42 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzyDzisiaj warsztat. Po drodze do pana mechanika
Do naprędce i w głowie splecionego koszyka
Kiecki liczy i składa do podróży w czas luźny.
Plan dziurawy jak sito poceruje się później.
W stroju wręcz rusałkowym, jeno wianka brakuje,
Sondę Lambda obrabia, pana doktoryzuje.
Wdzięcznie dżentelmenowi, że przepuścił, kiwnęła,
A innemu niecnocie chętnie by odkrzyknęła,
Że jełopem, hultajem, no i jeszcze tumanem.
Ryczy za to z głośnikiem pędząc w znane – nieznane.
Dwie sekundy uciekły, razem z nimi i droga.
Się podziała? Zniknęła! Gdzie żesz ona laboga?!
To kluczyki gdzieś zgubi, to je znajdzie w kieszeni…
Co tu czynić, by babę księżniczkowo odmienić?
W osąd staje przed lustrem i mamrocze „psa urok”.
Płacz tu, teraz, do woli – taki pada tu wyrok.
Kara skrótem, gdyż sądu lico niezbyt surowe.
„Latem z radiem mi pachniesz” – prawnik jej kończy mowę.
KWEF-BLEF
czerwiec 28, 2010 on 10:45 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzyMój piękny panie, co Ty na to?
Na grę w gołego pokera.
Wszak dziś gorąco, jakby lato,
To kiedy, jak nie teraz?
W siwawe szrony się zapędzać?
W zimne pory obuwać?
Kiedy o żary bieda z nędzą
Modłami chcą zatruwać?
Grać będę fair play, obiecuję.
No, może z kamuflażem:
Gracza sto procent, kwef od szui.
Ech…, spojrzysz, w mig się zdradzę.
MALARKA
czerwiec 28, 2010 on 7:12 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzyRzeczywiście, zakochanie, że ma kolor niebieski.
Od początku bez granic, nic od kreski do kreski.
Z postrzępionym pierzasto i świetliście tak brzegiem
Blado jasno różowym – kropla soku ze śniegiem.
Wysokościom niech chwała; śmiałek, tchórz – lewituje
I w odmęty, czeluście bez namysłu nurkuje.
Łapie oddech głęboki z cichutkiego westchnienia
Gór podnosi łańcuchy, na kamieniu kamienia
Nie zostawia jednego; wszystkie karnie z ochotą
Maszerują zastępem nie zważając na błoto.
A miłości kolory? Jakie są, ktoś mi powie?
Cicho sza…, namaluję. Całym sercem gdzieś w głowie.
MAGIK
czerwiec 26, 2010 on 11:15 przed południem | W BEZ-MIARY | Brak komentarzyO tej porze utulony w śnieniu gwar.
Drzemie w chłodzie (jeśli będzie) dzienny skwar.
(Jeśli byłby) nawet mleczarz miałby sny
O pobudkach w rześkich kłębach sennej mgły.
(Jeśli słuchasz) zrozumiałeś ze słów toku,
Co ich źródłem, że pulsują w rytm potoku.
(Jeśli usnął) wiatr zbudziłam tym gadaniem,
Ot, złośliwiec psoci już za niedospanie
Słowom trud zadając większy, gdy z włosami
W warkocz splata je potrójny, wraz z ustami.
Widać słuchasz, wiatr wyręczasz jednym gestem,
Słowotoki ( pstryk) zamieniasz w bezszelesty.
SEKRETNE ROZKAZY
czerwiec 25, 2010 on 12:20 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzyHałaśliwie, gwarno, kolorowo, tłoczno.
W kołyszącym reggae stopy nie odpoczną.
Kibić uchwycona, ramię ma oparcie,
Butki nieboraczki skazane na zdarcie.
W nałóg Twego taktu wpaść nie dają zmiany
Depcząc mnie tradycji hasłem „odbijany”.
Pięknie udręczona zbytkiem tańca mdleję.
Szeptem ordynujesz: chodź tu, kysz złodzieje.
ZAKLĘCIA
czerwiec 23, 2010 on 11:53 przed południem | W BEZ-MIARY | Brak komentarzyGdzie nie spojrzeć, pełno piany,
W bańkach wątek upaćkany.
A w pośpiechu mokry w szczęty
Czas przepierek późno wszczętych.
Utaplanie z przyczyn tempa:
Heja! Galop! Dosyć stępa!
Mokre nogi, pół podłogi
I paradnej bluzki rogi.
Precz posyłasz klimat dziarski:
Daj…, odsłonię ci nadgarstki…
TURECKIE LUSTRA GADANIE
czerwiec 20, 2010 on 1:07 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy- Znowu nie uważasz!
- Niech zważają drudzy, lęków o swe ego najwierniejsi słudzy.
- I nic się nie boisz?
- Boję się, jak inni z jukami do ziemi, ciut rozsądku winni.
- Gdy przyjdzie się rozdziać do białej nagości?
- Hmm…, prócz tkanek miękkich mam jeszcze i kości.
- Widziałaś ty wzloty – z kraksy – samolotów?
- Wbrew wszelakim prawom pilot zawsze gotów.
- A kiedy codziennie o czwartej nad ranem zbudzi cię łomotem serce już wyspane?
- Nakarmię je makiem, czekoladą ciepłą, by do następnego świtu nie zakrzepło.
- Może znowu boleć, gdy na wodę pic.
- A jakże, okrutnie. Ale nic to…, nic…
Wpisy i komentarze feeds. Valid XHTML and CSS. ^Top^ Powered by WordPress