DEDYKACJA

lipiec 23, 2010 on 9:20 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy

Zatnę się w palec ukradkiem
I napełnię kielich czerwienią
Niech się rumienią
Ci którzy dziwnym przypadkiem
Dzwony bez serc do łkań rozdzwonili
Że niby w mordę tacy mili
Tym co się na krzywe oko zdaje
Że w pustynie mienią się gaje
A ręki uścisk twardy
Ton hardy
To skorupa beton nic miękki
Lata świetlne od cienia udręki
Że wielka jak słoń szara łza
Przywilej i prawo tak na chłodno
Wyłączność
Oczu
Co
Patrzą
Modro

BARANIE JAJA

lipiec 23, 2010 on 11:57 przed południem | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy

Co bym chciała, nie mogę.
Czego nie chcę, to muszę.
Pająk podstawia nogę,
Musze natręctw katusze.

ŚMIETANKOWE

lipiec 20, 2010 on 8:11 przed południem | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy

Kąsał i zygzakami chował się za przeszkody.

Roniąc śmietankowymi zabielał nurty wody.

Płynęła rzeka mlekiem, użyźniała kamienie,

Śmietankowe tymczasem gorzały spustoszeniem.

***

Smakujesz je myślami, wzrokiem, gestem i słowem.

Rozgrzewasz, topisz, spijasz nabrzmiałe śmietankowe.

BARDZO KIESPSKI STRAŻAK

lipiec 19, 2010 on 5:55 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy

Szmerna wrzawa głuszona dostatnimi myślami.
Układane z mozołem, spakowane w pergamin
Niebacząco zrywają barykady z papieru.
Eteryczne, zwiewniejsze od samego eteru.
Drgając w żaru prześwitach i słabnące z modrości
Ważki tempem statecznej z gracją mdleją mądrości.
Kto by zgadł, że w źrenicach płomień od zniewolenia,
Gdy małymi łyczkami gaszę zenit pragnienia
Układając z serwetek kształty dziwno-nijakie.
Oszukuję, że słońce tak rozkwita mnie w maki.
Na dnie szklanki pustynia. Prośbę składam Twym oczom:
Trochę chłodu. Daremnie. Barwy piwa, a broczą
Poprzez groble Twych powiek bardziej wrząco od lawy.
Z innych światów dobiega grzeczny zgrzyt: może kawy?

Dookoła muzyki pomieszanej szejkami
Rój natrętny i krnąbrny składa się w orgiami
Twojej ręki, gdy moją bez zaproszeń, swobodnie
Ujmuje. Pocałunkiem chcesz ugasić. Nic chłodniej.

MOCE

lipiec 16, 2010 on 9:27 przed południem | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy

Przymilała się kocim pomrukiem, niepewnie,
Czy to w porę, czy aby zaproszę ją w progi.
Na mych udach chce głowę położyć i rzewnie
Móc wypłakać leczone, zatęchłe nałogi.

By rozszlochać się z serca, łkająco, z prostotą
Już do kolan bez wstydu z łomotem przypada.
Na drewnianych kolaskach wiozła odpust ze słotą.
Hałaśliwa i drżąca, to płomienna, to blada.

Stalowymi wargami wykrzykuje pretensje,
Zwariowana z boleści rozbłysnęłaby w strzępy.
Ołowiana od płaczu szmerem żali się tęsknie
Baldachimom cesarstwa zebranego w chmur kępy.

Nieugięta i dumna, grzmotów echem straszliwa,
W bezradności mych objęć kołysaniem szczęśliwa.

POZNAĆ PO STOPACH

lipiec 2, 2010 on 12:07 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy

No co poradzić, kiedy stopy coś nie chcą mieć odzienia.
Że się – bezwstydne – obnażają, że wybiegają z cienia.
Zimą w śniegowe zaspy lezą z ogareczkiem zapałki,
Latem w ścierniska po kombajnistach mijając niedopałki,
To koniczyny wonią zwabione, bojowo w roje pszczele
Pchają się zdrowo zaróżowione ciut stracić, zyskać wiele.
I tak z wieczora w zieleniach trawy, w kurzu polnym i w piasku,
Boso i goło, za to bogato. Przyodziewki…? Do diaska!

BABA ZESŁANA

lipiec 1, 2010 on 7:42 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy

Dzisiaj warsztat. Po drodze do pana mechanika
Do naprędce i w głowie splecionego koszyka
Kiecki liczy i składa do podróży w czas luźny.
Plan dziurawy jak sito poceruje się później.
W stroju wręcz rusałkowym, jeno wianka brakuje,
Sondę Lambda obrabia, pana doktoryzuje.
Wdzięcznie dżentelmenowi, że przepuścił, kiwnęła,
A innemu niecnocie chętnie by odkrzyknęła,
Że jełopem, hultajem, no i jeszcze tumanem.
Ryczy za to z głośnikiem pędząc w znane – nieznane.
Dwie sekundy uciekły, razem z nimi i droga.
Się podziała? Zniknęła! Gdzie żesz ona laboga?!
To kluczyki gdzieś zgubi, to je znajdzie w kieszeni…
Co tu czynić, by babę księżniczkowo odmienić?
W osąd staje przed lustrem i mamrocze „psa urok”.
Płacz tu, teraz, do woli – taki pada tu wyrok.
Kara skrótem, gdyż sądu lico niezbyt surowe.
„Latem z radiem mi pachniesz” – prawnik jej kończy mowę.

KWEF-BLEF

czerwiec 28, 2010 on 10:45 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy

Mój piękny panie, co Ty na to?
Na grę w gołego pokera.
Wszak dziś gorąco, jakby lato,
To kiedy, jak nie teraz?

W siwawe szrony się zapędzać?
W zimne pory obuwać?
Kiedy o żary bieda z nędzą
Modłami chcą zatruwać?

Grać będę fair play, obiecuję.
No, może z kamuflażem:
Gracza sto procent, kwef od szui.
Ech…, spojrzysz, w mig się zdradzę.

MALARKA

czerwiec 28, 2010 on 7:12 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy

Rzeczywiście, zakochanie, że ma kolor niebieski.
Od początku bez granic, nic od kreski do kreski.
Z postrzępionym pierzasto i świetliście tak brzegiem
Blado jasno różowym – kropla soku ze śniegiem.

Wysokościom niech chwała; śmiałek, tchórz – lewituje
I w odmęty, czeluście bez namysłu nurkuje.
Łapie oddech głęboki z cichutkiego westchnienia
Gór podnosi łańcuchy, na kamieniu kamienia

Nie zostawia jednego; wszystkie karnie z ochotą
Maszerują zastępem nie zważając na błoto.
A miłości kolory? Jakie są, ktoś mi powie?
Cicho sza…, namaluję. Całym sercem gdzieś w głowie.

MAGIK

czerwiec 26, 2010 on 11:15 przed południem | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy

O tej porze utulony w śnieniu gwar.
Drzemie w chłodzie (jeśli będzie) dzienny skwar.
(Jeśli byłby) nawet mleczarz miałby sny
O pobudkach w rześkich kłębach sennej mgły.

(Jeśli słuchasz) zrozumiałeś ze słów toku,
Co ich źródłem, że pulsują w rytm potoku.
(Jeśli usnął) wiatr zbudziłam tym gadaniem,
Ot, złośliwiec psoci już za niedospanie
Słowom trud zadając większy, gdy z włosami
W warkocz splata je potrójny, wraz z ustami.

Widać słuchasz, wiatr wyręczasz jednym gestem,
Słowotoki ( pstryk) zamieniasz w bezszelesty.

« Poprzednia stronaNastpna strona »

Wpisy i komentarze feeds. Valid XHTML and CSS. ^Top^ Powered by WordPress