WIERZCHEM NA … FANTAZJI

wrzesień 22, 2008 on 11:06 po południu | W I PO WIOŚNIE DAWNO | Brak komentarzy

No puść jej wodze, puść

Niech szaleje.

Niech galopem przemierza

Dzikie knieje

Niechaj ostre zakręty

Arogancko tnie

W oczy strachom wszelakim

Patrzeć śmie

Niech szarżuje, niech pędzi

W kopyt skry

Niech cię w skrzydłach uniesie

Pędem tym

Niech się gromom nie kłania

Śmieje w nos

Niech ogonem zamiecie

Fałszu cios

Niech…

Bacz tylko, że…

To fantazja .

JAK CEP :)

wrzesień 21, 2008 on 12:25 przed południem | W I PO WIOŚNIE DAWNO | Brak komentarzy

Nic … rumiano?

Zmierzchnie-blado?

W mroku plecy i kark …wytężony.

Jak?

Ciepłych palców opuszkami

Zebrać gniotki męczliwe

Ciepłą dłonią

Roztopić…

Wyrównać…

Wygładzić…

Ciepło dłoni zostawić.

Takie proste.

NIE POZNASZ…

wrzesień 12, 2008 on 7:52 po południu | W I PO WIOŚNIE DAWNO | 4 komentarzy

Wprawnym ruchem czterokątne opale księżycowe – jeden, potem drugi – lądują na półce byle gdzie. Ruchem całkiem niewprawnym , niecierpliwie - zapięcie na karku. I sznurek takich samych prostokątów – mlecznych w środku , a szklistych po brzegach - leży obok tamtych. Jeden gest i kawałek tkaniny - w kręgach peniuarem zwanej- opada w bezładzie. Z miękko ułożonych zakamarków materiału pokazują się … najbardziej do tulipanów podobne, a może do róż. Miękko, bo napisali na metce, że satyna. To obowiązek jest, żeby miękko było. Taka kupka kolorowej szmatki. Chrobotnięcie przeciągłe i można zanurzyć się w kroplach rzęsistych. Koniecznie gorących. I naturalnie w strumieniu ich najmocniejszym. Cała w gorliwym deszczu. Długo, aż opar zasnuje resztę świata. W dymnej , zamkniętej przestrzeni widać tylko… właściwie nic nie widać. Ma nie być widać. Rozgrzana. Lecz z plastikowego pudełka wynurza się niechętnie. Miło było. Cztery na krzyż szurnięcia ręcznikiem. Ma być sucha. Skóra. A teraz, żeby była… wilgotna i satynowa. Bez metki. Z namaszczenia mazidłowego. Dziw, jakie długie ramiona( a niedługie przecież) i zręczne dłonie. Sięgają wszędzie. Sprawnie , szybko i bez pieszczenia się z … bzdurkami takimi.

No co innego stopy. Takie było kiedyś … napisane?… powiedziane…? No gdzieś było… Że po stopach poznać szczęśliwego człowieka. I uwierzyła. W coś wierzyć zwyczajnie trzeba, bo inaczej…

Stopom więc należy się traktowanie specjalne. I traktowane są. Bez żadnego pośpiechu, troskliwie i z pieszczotą. Żeby nauczyły się, co to promienność, radość, rozkosz i wesołość. Żeby się tylko nauczyły…

I nie pozna nikt.

CZAS

sierpień 26, 2008 on 11:02 po południu | W I PO WIOŚNIE DAWNO | Brak komentarzy

Była skrzynia. Wielka, drewniana,
Z okuciami. Stała na strychu.
Jakie skarby w środku chowała?
Kto te skarby zabrał po cichu?

Stoi skrzynia smętnawo na deszczu.
Wyszczerbiona, dziurawa, niczyja.
Na skarbnicę tajemnic jej nie chcą.
Tak to żywot kuferka przemija.

Zapodziała się wiosna w sitowiu
Teraz lato marnieje we wrzosach.
Od poprzedniej pełni do nowiu
Zapodziewa się księżyc we włosach.

KAC?

sierpień 23, 2008 on 9:40 po południu | W I PO WIOŚNIE DAWNO | Brak komentarzy

 

Skóra tkliwa na włosa grzmotnięcie

Słuch wrażliwy na pszczoły tupanie

Oczy chciwe na nici pajęcze

Usta łapczywe na … oddychanie.

PYTANIA DWA

lipiec 31, 2008 on 10:54 po południu | W I PO WIOŚNIE DAWNO | Brak komentarzy

„Rozciągany sprężonym czasem cierpisz męki

Przyjmij więc w darze, miły, śmierć z mej ręki

Młodyś – lecz wiekowy

Przez słowa – bez mowy

Nie będę cię już dłużej strzegł

Dam ci cykutę, smaczny lek

Z innego miejsca tak nam rzekł:

Wygrywa, kto przegrywa bieg

W przestrzeni równoległych zbieg

Miły, żal na mym sercu legł”

 

Czyje to?

 

A to czyje?:

„Uciec gdzieś, schować, utopić myśli

Wygładzić zmarszczki, podwoić straże

Nie spać. Naraz zakazać  snom się śnić

Zabronić wstępu nocnej marze

Rozłożyć dywan kolorowy

Polecieć gdzieś, nie wiedzieć dokąd

W podróż tę nie zabierać głowy

Ze wspomnień zrobić martwy pokot

Gdyby oszukać własny lęk

Wypić cykutę – smaczny lek

Rozkosznie, wolno, nie za dużo

Pozwolić grubej warstwie kurzu…”

 

Po trzech kurach Piotr z żalu nie zapłacze…

METODA NA GŁODA

lipiec 31, 2008 on 7:12 po południu | W I PO WIOŚNIE DAWNO | Brak komentarzy

Jest taki jeden niezły sposób

Na głoda jednego takiego.

Podnieś się z miejsca - raz, dwa

I byle gdzie, gdziekolwiek idź

Idź długo tak, aż… myśli ci zbraknie dorzecznych.

Spójrz wtedy, gdzieżeś jest..

Bo jesteś w dobrym miejscu,

By pozwolić sobie na wszystko…

Co wtedy? Co się stanie?

Z koszykiem malin wrócisz,

Z drugim – truskawek – w objęciach.

Z oczami bardzo czystymi,

Stopami ciut wesołymi.

Z czym wrócić, gdy malin ni truskawek nie ma pod ręką…

Z czym wrócić , z czym , do diabła?!

OBŁĄKANA WRÓŻKA NAIWNOŚĆ

lipiec 29, 2008 on 9:08 przed południem | W I PO WIOŚNIE DAWNO | Brak komentarzy

Z piasku… bicz? Pałac?

Most z piasku wybuduje.

Most dla światów różnych dwu.

Co w tych światach?

„…ciut poezji, ciut prozy, trochę plew, trochę ziarna…”

Trochę smutku, dużo strachu , wesołego alleluja,

Fura śniegu, kopa siana, piernikowe serduszko.

I języki ognia. Czerwonego… Białego…

A z tęsknoty …?

Z tęsknoty uplecie nici kłębek ,

Żeby nie zatonąć całkiem,

Gdy z mostu piaskowego spadnie kiedyś…

PRZYNUDZANIE O PODRÓŻACH

lipiec 25, 2008 on 12:12 przed południem | W I PO WIOŚNIE DAWNO | Brak komentarzy

Kiedy cel daleko jeszcze, to i kieruje się człek spokojnie…dość… Czy spokojnie? Raczej z pewności jakimś zasobem, co pozwala mu w tę podróż wyruszyć. Ale kieruje się – „wedle tych tsech bucków”

I jedzie sobie, płynie, leci, idzie, czołga się, po torach się ciuchcia…. Jak tam komu pasuje, albo jaki ma dosięgnięty – co sobie dosięgnął był - lokomocji środek jaki ma , podąża.

A gdy do celu się zbliża niejako, a drogowskazów nijakich… Lekki niepokój burzy ów spokój. Czy aby dobrze na tych rondach, krzyżówkach, rozjazdach? Czy mu się co nie rozjechało? Minięte jakie co? Coś tak plecki zamakają, koszula jakaś mokro-zimna. Niepewności szmerek. Obrazki zamazane. Ogłupienie.

Bo niby ta ścieżka – ze wszech miar – zdawała się całkiem… Nie całkiem? Wedle tłumaczeń tubylców i tambylców człek ścieżkę wybierał właściwą. To co, któsik tłumaczył niezdarnie czy ucho tępawe? Toć mapy czytane były i znaki przydrożne toż samo. To czemu ten las wkoło ogłuchł i oślepł , i drogowskazu na jotę ?

Zwalnia. Albowiem cofnąć z zapędzenia się wielkiego i trudniej, i dłużej zlata. Niż z małego. I bacznie się rozgląda wypatrując jednej wskazówki bądź. A tu i zmierzchać zaczyna. Cienie i blaski- odblaski stworów postacie przybierają. I pomrukują nieprzyjaźnie. Brrrrrrr….

Co to za ulga namacalna taka, że w garść ją można chwycić nieomal, gdy znak się jeden pojawia. Niech się te strachy schowają ! Że nie powiem brzydko. Bo obśmiane zostaną i tyla.

Cel – jeszcze dróżki zostało ciut , ciut. Zakręt jeden i pagórków dwa. Czy aby? I czy na pewno? Niby blisko – a tu diabeł tkwi w szczegółach. To i kręcić się można wokół ogona swego po dzień sądu. Jeszcze ogon trzeba mieć.

Zakrętasów mrowie. A uliczek! A krzyżówek! Jak nie czytasz znaków – nie trafisz. No, chyba , że przypadkiem.

A gdy znaków nie ma i już? Nie było. Były, a zabrał kto i uciekł. A może też być – na odwyrtkę postawił kto znak – i to dopiero zabawa! Kołomyja , że … i sądu czas przegapić nietrudno.

Co z tym celem, a? Ręką machnąć? Zawrócić sprzed wrót prawie? Prawie … to różnica ponoć niemała- gadają. Zaprzeć się łapami zadnimi i na przypadek czekać cudowny? Czy może jeszcze co całkiem innego?

WOREK ROZWIĄZAŁ SIĘ WZIĄŁ

lipiec 21, 2008 on 7:54 po południu | W I PO WIOŚNIE DAWNO | Brak komentarzy

Wyskakują ci różne żywiątka. Znienacka. A to w zimę , gdy śliskie takie do obrzydliwości, a durne pany kierowcy stawają, gdzie popadnie, a przed zakrętem ciut - najchętniej. A to znów pośród wiosny oparów tumaniących , gdy zagapienie w bzu kwiat - czteropłatnego w locie szukanie zawzięte. Dzikiego, żeby był koniecznie. O innych takich nie wspomnę, bo uwierzyć już samej trudno. I jakoś się wypsnąć udało – stając przodem, tyłem czy bokiem do kierunku. Do kierunku nie wiadomo czego.

A tu: plask!, bęc!, brzdęk! Ani to, ani sio, ani tamto. Szuuuuurrrrnięcie tęgie, zgrzyt, że hej! Żeby po zębach tylko! Szkliwo to barwy zielono ciemnej. Brzydko bardzo. A w takich to złożeniach …, no dziwnych żadnych , zwyczajnych takich, że …, ech… szkoda i darmo. Szkoda znaczy - no szkoda. Ale, że darmo – to wręcz przeciwnie. Drogo będzie.

I co pan zrobisz? Nic pan nie zrobisz!

A chwalić tego, co rzec potrafi, a rozbawić:

- Jak musisz, albo chcesz – to płacz. Ja kiedyś płakałem.

Taaaa… Słabość w sile… A i to złudzenie.

Wpisy i komentarze feeds. Valid XHTML and CSS. ^Top^ Powered by WordPress