LECZ…

czerwiec 3, 2008 on 12:05 po południu | W KOZA | Brak komentarzy

 

 

Oporna jest taka na rady niektóre

Lecz

Wie już: mniej w dół , a więcej patrzeć jednak w górę.

 

Powiadają, że z góry wszystko lepiej widać

Lecz

Warunek jest taki: masz się czego trzymać.

 

Chwycić, ufać. Oglądać losów świata fale

Lecz

To zdarza się rzadko…, rzadziej… albo wcale.

 

Gdy ze złudzeń utkany za poręcz masz sznurek

Stań mocno na ziemi i patrz tylko w górę.


???????

maj 8, 2008 on 11:10 po południu | W KOZA | Brak komentarzy

Ot, zbiesiło się, nie gada.

Pójdzie Koza do sąsiada?

Jeszcze lepiej- do sąsiadki?!

Te to lubią takie gadki.

Co u kogo i dlaczego?

Kto i czyim jest kolegą?

Informacji mają stos!

Wiedzą! Jaki komu los.

Pomieszania to przyczyna,

Koza duma: może …wina?

Może piwa, może wódy?

Może tylko zwykłe nudy?

Spać nie będzie, żreć nie będzie :) ,

Będzie łazić, może siędzie.

Może stuknie się kopytkiem

W głowę, co nie świeci zbytkiem.

I pytanie sobie zada:

Po co skakać po sąsiadach?

Po co…, jeśli brak życzenia.

Świat nie kończy się, się zmienia…

DZIĘKCZYNIENIE!

kwiecień 22, 2008 on 11:16 po południu | W KOZA | Brak komentarzy

Zdziwiona nawet specjalnie nie jestem. Przyjaciółka to niezawodna! Ani z gruszki, ani z pietruszki: POLECAM!

Pewno i długo nad tym nie myślała, o pytajnika postawieniu nie wspomnę! I jak zwykle to – życzliwa taka – nakryje człowieka nogami jego własnymi. To już nie czas i nie forma, żeby takie połamańce uprawiać.

Pisać, pisać, pisać… Kozo ty, czytaj coś czasami, co inny kto pisze. Przyjaciółka zwłaszcza, co napomyka – dużo tego nie jest, okiem rzucić starczy. Przejrzyj tak od niechcenia, czy coś.

No cóż, DZIĘKI WIELKIE, Koleżanko Droga!

DEMENTACJA CZY… DEMENCJA:D

kwiecień 20, 2008 on 12:13 po południu | W KOZA | Brak komentarzy

Milczenie złotem. Bzdura.

Milczenie przedsionkiem piekła. Otchłań widać przez szparę. Dławi Cię widok taki. Przygotować się chcesz? Głupiś. Cofnąć się, wyjść. Za późno. Możesz czekać jedynie. To Ci wolno.

Jest też nieba alkową. Kiedy cisza zachwytu zapada – gdy słów braknie, albo i niepotrzebne już.

A słowa? To proste. Piekłem są lub niebem.

Więc…

„Nim coś powiesz – zmilcz.

Nim coś powiesz – zważ.

Bo mówiąc przegrałbyś…”

To także za późno…

Lecz…

Nie czekaj ze słowem nazbyt długo.

Czekanie w przedsionku… , to takie… upokarzające?

Zaś cisza w alkowie – otuli szczelnie i zakryje bramę do nieba.

ISTNIENIA

kwiecień 20, 2008 on 10:00 przed południem | W KOZA | Brak komentarzy

Istnienia. Każde w cieniu. Każde w innym. I cieniu, i miejscu. W światach własnych. W czasie trochę jednym, trochę różnym.

Co te istnienia wspólnego mają? Właśnie, co? Coś je łączy. Coś bardzo nieuchwytnego, nienazwanego. Gdyby tak porównać do czegoś znanego. Nić, która to liną okrętową bywa, to ledwo widzialną nitką pajęczą się staje. Bywa, że nitka pajęcza zrywa się, lecz końce jej łapie jakiś promień światła, a może promień ciemności? Zrozumienie. Potrzebują siebie nawzajem. Do czego?


Żeby pojąć coś niepojętego? Żeby przenieść się tam, gdzie jeszcze nie były? Żeby załatać jakieś dziury, wypełnić puste miejsca? A bez liku ich. Żeby nie pogubić ważnych … nie zgubić niczego ważnego, cennego

Istnienia , jak istnienia. I trafiają w sedno samo i mylą się. Dają sobie nawzajem wiele – tego, czego w sobie nie doceniają. A jest za to doceniane, gdy trafia do odbiorcy. To sobie ofiarowują, czego mają – w nadmiarze? Nie. Tego nigdy nie ma w nadmiarze. Ale nigdy nie braknie też. Co sobie dają? Siebie. Siebie z kantami, kolcami i siebie z … łagodnością i czymś miękkim, tkliwym?

Co sprawiło, że istnienia te odnalazły się? Dlaczego odnalazły się dopiero teraz? Czy to przypadek, czy może taki czas… taki ostatni czas.

Gdyby znalazły się wcześniej. Zniszczyłyby to, to coś… , czego nazwać się nie udaje.

Czy potrzebują wspólnego miejsca, czasu, świata? Pytanie łatwe, odpowiedź trudna. Może potrzebują, a może się wydawać tylko.

Czy jest teraz łatwiej w tych swoich światach i z tą „łącznością” dziwną? Pytanie łatwe, odpowiedź… Nie wypowiem się, czy łatwiej. Myślę, że lepiej. Czy możliwe, żeby tak było - trudno, a dobrze? Możliwe.

Trudność polega na tym, że nie zawsze od razu wiadomo, co z takim podarkiem…Co z nim począć :) , gdzie umieścić, jak pielęgnować – takie coś, z czym się wcześniej nie bardzo miało do czynienia :) Żeby nie zmarniało.

Ile tych istnień?

http://elliash.wrzuta.pl/audio/pFXLTapsbG/conjure_one_-_damascus

CZAPKA …KOSMICZNA?

kwiecień 19, 2008 on 9:36 przed południem | W KOZA | Brak komentarzy

Znalazła se Koza copkem. Cieszyła się , jak… koza. Bo akuratna ta czapka była, jak dla Kozy specjalnie robiona. Jak ręcznie prawie. Jak ulał – rzekłbyś. A tu i zima blisko- najzimniejsza z zim - i się przydać może na główkę kozią głupiutką. By tam te resztki rozumku uchronić przed…, oj, przed wszystkim.

Niedługo uciechy tej było- zgubiła Koza czapeczkę. Larum podniosła nieziemskie . Szuka w płaszczu i w surducie, w prawym…, no , wszędzie szuka. Gdzie czapka podziała się!!!? W kosmos poleciała, czy jak? Gdzie w kosmos? W jaki kosmos? Toż czapki w kosmos nie latają same. Chyba. Trudno i darmo. Czapki brak. Posmutniało Kozisko, zmarkotniało po starcie takiej. Mija miesiąc, drugi mija, trzeci , piąty…

„Show must go on”, że za Fredkiem Wielkim powtórzę.

Nagle –gwizd; nagle- świst; para – buch …

Jest! Znalazła się czapeczka śliczna taka! Wysoko, wysoko …dosięgnąć …jak ją chwycić?! Wyciąga się Koza, jak długa, a długa nie jest, niestety. Podskakuje - skoczna jest; no - jak skoczna, tak nie daje rady. Toć jej czapka tam, niczyja inna i co? Nie sięgnie może? Kozą by nie była! A schodeczki, to od czego one są? Albo drabinka jaka? Dawać , dawać prędziutko!

Mam. Nigdzie się bez niej nie ruszę. Moja ci ona i basta. :D

TE PRZYSŁOWIA!:D

kwiecień 15, 2008 on 3:01 po południu | W KOZA | Brak komentarzy

Przepadło Kozie sadło.

I nie powróci już?

Ktoś chciałby wiedzieć , jak to,

Żeby ominąć nóż?

Podaję przepis krótki:

Garść malin, miodu dzban.

Do tego kielich wódki,

Szaleju źdźbło, łeb – kran. :)

PODROBÓW KRĘCENIE

kwiecień 15, 2008 on 2:21 po południu | W KOZA | Brak komentarzy

A podroby kręcą się,

Czy jest dobrze, czy jest źle.

Czy to słońce, czy to słota.

Weterynarz – też niemota.

 

Iść do wróżki nie wypada.

„Przywyc” przyjdzie –trudna rada.

Nijak nie powali wroga?

Niech zostanie, żadna trwoga.

 

„Chroń mnie Panie od przyjaciół,  z wrogami sobie poradzę” :)

KOZIE…:D PORANKI - wczesna WIOSNA

kwiecień 15, 2008 on 1:36 po południu | W KOZA | Brak komentarzy

Olśnienia – cudowny wynalazek. Olśnienia i przysłowia. I jak to w jedno olśnienie można się zakręcić, a w drugie okrzepnąć można raz dwa. Wkurzyć się też, ale przede wszystkim okrzepnąć. Trzepnął żeś zająca – brawo Jasiu (biedny miś). Tylko co ci z tego. Zając suchy , żylasty, o wątrobie nie wspomnę, że na nic zupełnie.

Czego kurna, jedziesz, kwadracie jeden, jakbyś tu królem szos był? Bardziej środkiem się nie da? Paski między koła, między koła, kurna, droga poprowadzi!

A przysłowie nr 1: Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta. No, to zjeżdżaj piesku z dróżki, bo pańcia dziś może nie wyhamować.

Ja pierdzielę! Ale wykwintna i wyrafinowana … aż się napisać boję!. Dzięki Aniele mój, jednak żeś czuwał, a ja tu psy już wieszać zaczęłam.

A ten łobaty, gdzie się kurna pcha na czwartego? Nie widzi, tłumok ślepy , że ja jadę na trzeciego?!?!?!

No wszystkie dzisiaj środkiem zapierniczają ! To nie sznurek, to, co takie białe! To paski, kurna namalowane przez takich samych , jak reszta - kwadratów, co to nie tyle finezji dostało im się od Pana Bócka (sorry- też chłopa), żeby się bawić w Arsena Lupina.

Ciężki egzemplarz, nie ma co. Ja, Koza, ciężki egzemplarz. Już się na mnie poznała za dziecięctwa – tego trochę starszego – moja pani od matmy. Że Koza to tak trochę wolno myśli. Ale!!! Powiedziała rzecz znamienną. Wolno, wolno, ale rozwiązanie zawsze jest prawidłowe. No i rację kobita miała ( bo kobita), jak nigdy. Orleańska, kurna! ( ja Orleańska i bynajmniej nie kurna) Głosy słyszy. Tłucze jej się coś, coś ją dusi pod żebrami, coś ściska pod czaszką. Więcej jeszcze , kurna, palić, pić , nie spać– dusić i łomotać przestanie , jak ręką odjął!

Noż kurna, rządkiem se na spacerek poranny wyjechali, ogony krowięce!.

Prawidłowe, prawidłowe. Rozwiązanie prawidłowe. Tylko nie można było jednak odrobinkę szybciej? No, Koza, proszę cię. Tak się zamotać….

Dobra, trochę sprawiedliwości. Jak się nie zamotać, do kurny nędzy? Ledwo rzekniesz słówko, że coś ci się tam …Ech , szkoda gadać. Piroman.

O! Jest kurna ten, co mi stanął dnia durno- dziwnego któregoś na samym przedzakrętem. Omal kobicie w nos jej niebiesiutkiego autka nie wjechałam przy wyprzedaniu tego gnoma, jak mi nieboga ( a ja jej) pojawiła się znienacka na pasie – jej pasie oczywiście. Ależ bym ci gościu miętki za takie suprajsy jaja obcasem przygnietła. Ale się kurna do roboty śpieszę, to ci tylko trąbnę. I tak nie będziesz wiedział, o co chodzi- - a ci w… i kawałek szkła.

Tylko jakiego groma …? I ki czort…? o tej samej porze….

Tak, tak. Zakręć się Koza na tej karuzelce raz jeszcze, to się w końcu porzygasz. Na razie to ci się żółć ino wylewa wszystkimi otworami, a najbardziej do środka. Do kiosku, kurna, po krzyżówki – raz!!! Jak się zagadek zachciewa!

A widział kto taką wariatkę?!?!?! Nikt nie widział, bo świat nie widział!

No, niech no który podejdzie z jakim … czymś sentymentalnym jakim.

Gdzie, kurna , bez kija, idioto!? Samobójca musi…?

Ot, rozgarnięta, jak kupka siana… :)

WETERYNIARZ POTRZEBNY OD ZARAZ

kwiecień 15, 2008 on 1:07 po południu | W KOZA | Brak komentarzy

 

Przepraszam uprzejnie…, czy jest na sali…? Lekarz? Nie, lekarz nie. Jak mu… Ten, no… weteryniarz! To, co? Jest?

Bo co to może być takiego. U Kozy , rzecz jasna.

A objaw taki jest.

Widział kto kiedy z bliska ręcznik mokry ręcznie wykręcany? Dla jasności – że ręcznik służy – tak po nazwie – do wykręcania ręcznego właśnie, to tłumaczyć nie muszę? To widział kto, czy nie? Jak nie widział, niech zobaczy. Albo lepiej, niech no wykręci. To taki właśnie, nie przymierzając ręcznik, Koza miewa gdzieś w klatce. Zwanej u Kozy – przewrotnie - piersiową. Tam być powinny płuca jakieś, serca kawałek – podroby znaczy. I co? One się tam wykręcają tak? Tak z przyczyny niepojętej? I z nagła dość? I trwa to czas różny – logiki żadnej. Jak się już tak wykręcą, że trzeszczeć zaczyna, jak przy ręcznika nadmiernym kręceniu, to pojawia się krótki… hmmm… Co to takiego? Wessanie – na płask. Próżnia taka, czy coś. Wtedy to Koza na krótkie mgnienie głuchnie do imentu. Następnie zaś – ręcznik od nowa mokry, do kręcenia akuratny.

Objaw podziewa się sam. Bez ziółek, trawy i innych takich pomocnych. Niepostrzeżenie przechodzi skubany – stopniowo, z wolna, ani się Koza obejrzy – nie ma.

No, bardzo proszę. Który tam pokusi się o diagnozę. Weteryniarz, weteryniarz! Do medyka ludzkiego nie śmiem się nawet zwracać. :)

Nastpna strona »

Wpisy i komentarze feeds. Valid XHTML and CSS. ^Top^ Powered by WordPress