RUMIANO

listopad 5, 2009 on 4:38 po południu | W NIE CAŁKIEM POWAŻNE | Brak komentarzy


Taki to zima dała anonsik,

Że uśmiech psotny wkradł się pod wąsik.

 

Śnieżku niewiele, za cztery grosze,

Strachy na lachy , chować bambosze.

 

Księżna w tym roku będzie łaskawie

Przysiadać boczkiem  w przywiędłej trawie,

 

Wstydliwie oczy w dół spuścić raczy,

Więc bez szalików! I nie kubraczyć!

 

Płatki śniegowe w reglamentację,

Baczenie mając na liczne spacje.

 

Starczy na tyle, by opaść wiankiem,

Buziak obsypać skromnym rumiankiem.

PLAGI FATUMSKIE

sierpień 26, 2009 on 9:31 przed południem | W NIE CAŁKIEM POWAŻNE | Brak komentarzy


Przy rannym starcie waszmość Odlot

Odczuł coś jakby lekki omłot.

Młot spadł na skrzydło bez pośpiechu

Niosąc zaburzeń ciut w oddechu.

 

Ot, się sypnęło piórek parę

Ani w nagrodę, ni za karę.

Wetknie się inne jakie piórka

Wszak trochę pierza – mała bzdurka.

PĄCZEK - A FUJ!

sierpień 21, 2009 on 10:01 przed południem | W NIE CAŁKIEM POWAŻNE | Brak komentarzy


Takie cud słówko: degrengolada

Tylko, czy mówić toto wypada?

Bo pojmowanym być nieopatrznie

Nietrudno, zwłaszcza, kiedy dwuznacznie

 

Degrengolada ma wiele znaczeń

Gdyby się przyjrzeć – nawet też spaczeń

Wszystko od tego, gdzie poużywać

Doda ekspresji, kiedy się zżymać

 

Wprawdzie na zwyżkę siły wyrazu

Słów jest bez liku ( i bez rozkazu)

Gestów ( że podam: mowne ziewanie

Lub na ten przykład: nóżką tupanie)

 

A lepiej może i jak wypada!!!

Bardziej niż z pączka… dżem? Marmolada!!!

Się grengoladą móc zadowolić

„De” ekspresyjnie od dziś pierdolić.

DRWINKI PANNY KRYSTYNKI:)

sierpień 17, 2009 on 3:11 po południu | W NIE CAŁKIEM POWAŻNE | Brak komentarzy


Mamroląco pozżymana

Może też i na bociana!

 

Że zatacza kręgi śmiało

Wprost nad głową! Nieba mało?!

 

A jakby to spojrzeć  tak:

Taki bocian… dobry  znak!

 

Nie kukułka, co podrzuci

Ledwo, co się człek obróci

 

A o znakach, proszę pana

Mogę bajać, pleść do rana.

 

Na ten raz – znak truskawkowy

Bo się dławią nią połowy

 

Losem przeznaczone sobie

Udławione cudnie obie

 

Albo taki: noc jest głucha

Nikt nikogo już nie słucha

 

A tu masz! Pobudka: wstań…

(niby, że głos szepcze nań)

 

Wstaje. Lezie. Drapie czoło.

Co chce, nie wie. Drepce w koło.

 

Potknie parę razy że się.

Myśl go natchnie: Co? Ja w lesie?

 

Po jakiego grzyba dyć?

Mroczny głos mu: chciałeś pić.

UDAREK:)

sierpień 17, 2009 on 1:04 po południu | W NIE CAŁKIEM POWAŻNE | Brak komentarzy


Nie ma, jak na… ten…, na  frasunek!

Zafasować se temperunek,

A właściwie  nie se. Ołówku.

Opowiastkę sklecić ze słówków.

 

O świerszczyku niecnocie będzie,

Co  w krzaczorach. Wszak na urzędzie

Taki świerszczyk w krzakach! Na prawie!

Gdzie ma cykać, jeśli nie w trawie?

 

Świerszcz  ogromny zdaje się. Chyba.

Lecz dalekoć do wieloryba.

Taki… sporo większy od pączka,

Półkę wyżej sięga mu rączka.

 

Zanęciła słodycz zalotka

( Słodycz środka, z wierzchu niesłodka)

Zresztą  trochę słodka i może,

Lecz by  lepka  jaka – broń Boże!

 

Jak  wyskoczy taki ze krzaka!

Jak posadzi!!!  Hmm… :) – na rumaka!

Jak uniesie! Gdzie? Chyba hen!

Zaraz, zaraz…, to będzie…, ten…,

 

No…, ten taki, co się ma go,

Gdy się rtętka zbliża do sto.

A prócz w górę lecącej rtętki

Skapcaniały kapeć miast dętki.

KARIEROWICZKA ZAWROTNA

kwiecień 25, 2009 on 9:07 przed południem | W NIE CAŁKIEM POWAŻNE | Brak komentarzy

 

Od potencjalnej nibykochanki

Przez konfesjonał,

Pomnik na sranie,

Aż po zaszczytną rolę barmanki.

:D

METODA NA GŁODA I CHŁODA :D

kwiecień 17, 2009 on 5:42 po południu | W NIE CAŁKIEM POWAŻNE | Brak komentarzy


Gdyby kto tam  kiedy w niedostatku będąc

Emocji się znaczy niedobory miał

I gdyby natenczas niedobory owe

W prościutęńki sposób uzupełnić chciał

Polecę wam metod wręcz niewyszukanny

Co jest niekoniecznie dobry dla waćpanny

Wątróbeczki  kila, a niech będzie z pół

Mlekiem zalać wcześniej sadząc w byle dół

Czy to bądź miseczki , czy kwarteczki jakiej

Co to się w chałupie plączą różnorakie

I to jest nieważne proszę państwa , czy to

Kto lubi skwaruszki, albo kto na krwisto

Ogieniek podpalić mały bądź też duży

Emocjonowaniu każdy dobrze służy

Mąką poobtaczać, nie solić broń Boże

Bo i wtenczas może nie starczą i noże

Jedna obok drugiej na rozgrzany olej

Jakby mało było, nie kryguj się, dolej

Emocje w zenicie po kilku minutach

Skwierczy, skacze, strzela –w tle romantyk nuta

Gdyby nie obszerny kraciasty fartuszek

Byłby bardziej tłusty i zbąblony brzuszek

To jeszcze nie koniec państwo moi mili

Bośmy zapomnieli, żeśmy nie solili

Wątróbka nie słona, czy zupa za słona

Na jedno wychodzi

 

                            Ukochana żona

OBIEDWIE

marzec 30, 2009 on 1:27 po południu | W NIE CAŁKIEM POWAŻNE | Brak komentarzy


Obie ładne, obie Krysie

Obie chore?

Zdaje mi się,

Że ta jedna ozdrowiała

I przejrzała, i dojrzała. :D

DZIEŃ ZA DNIEM … MĘSKI?

luty 7, 2009 on 12:56 przed południem | W NIE CAŁKIEM POWAŻNE | Brak komentarzy

Mroziaga, że brrr…i uch! Jakieś przeczucie czy coś… no bo co to miało by być innego? Godzina pią-ta, minut trzydzie-ści, kiedy pobu-dka za-gra-ła! Lewa!

Lewa, lewa , a jakże. Autko się poskarżyło razy dwa: łech, łech i wszystkie kontrolki wraz z tabliczką wzięli pogasli na te krótkie żale. Ot i masz.

Coś to tam kiedyś było o kablach jakowychś… i taksówce…? Przybył na ratunek młody a nieopierzony. Niby z kablami. Coś to tam poprzeciągał z wozu do wozu. Na lejce to nie wyglądało – a na kable w istocie samej. Rozparł się następnie w wozie swym, jakby i rzeczywiście było w czym. I pożytku z niego tyle. Co z psa gnoju. Próbowała , próbowała z nieśmiałością wielką i kicha. Panu usłużnemu nie bardzo - podziękowała. Bez lupy widać , że on tu z pomocą nie przybył ino kazali.

Znaczy kable na nic. A robota? To nie są żarty! Mróz swoją drogą, a robota swoją. Ale kawy to się trzeba napić – poza już mrozem. Albo i nawet bardzo nie poza.

No przecież żesz! Ta kawa to trunek zbawienny! Wymyśleć się udaje przy łyku pyszniutkim , a malowanki czyniąc lica zdobiące w obłoczku , co jak do oczka zaleci to i po zdobieniach . Pomysł znamienity! Jak to od razu było tak nie pomyśleć! Zadzwonić trzeba! Gdzie trza, trza telefonem!

- Masz chwilę ?

- No, co tam?

- Autko się rozkraczyło…

- Akumulator w nim może już słaby.

- Ty mi nie każ dzisiaj akumulatora mieniać!

- Czekaj, nie galopaj. Kręci?

Matko moja. Co ma kręcić?

- Mów no ty do mnie po damsku czy jakoś albo co.

- Co słyszysz, jak przekręcasz kluczyk?

- Łech , łech. I koniec. Kable były - nie pomogły. Tylko łechał dłużej.

- Nie kręci znaczy. Kup bańkę oleju, podgrzej, nalej do baku, zakałataj, zawołaj kable jeszcze raz, jak odpali – jedź na najbliższą stację kup…

- Czekaj! Ile tej bańki? Jak to – na gazie podgrzać, w garczku? Zabulgotać ma , czy jak? Czym zakołatać?

- Pięć litrów, zabulgotać nie musi. Zakałatać samochodem.

No masz ci. A jak tu takim czymeś zakałatać? Na rozumy pomieniał się? No dobra , obaczym.

- Co ja mam tam kupić na tej stacji?

- Powiesz panu, że chcesz uszlachetniacz do oleju na zimę. Poczytasz i wlejesz ile trzeba. Jak co, to dzwoń.

Uszlachetniacz! Patrzajcie, jak to ładnie ponazywane.

Bańka na olej. Pewno w piwnicy. Może i tak, tylko jak przeleźć przez piwnicy środek , co go nie ma. Podział się pod kupą szpargałów. A siły oszczędzać mus, bo kto to wie, czym to jeszcze kałatać przyjdzie. Przelejemy płyn do szybek do flaszeczek po Hoop coli, a że niebieski, to może nikt się nie połasi, a na wszelki wypadek – pod siedzonko. I z banieczką świńskim truchtem i szczęściem , bo niedaleko.

No ziąb się wziął jak nie wiem co i nie wiem skąd. Jakby w pudełeczko gadające patrzała, to by wiedziała skąd. A jakby wiedziała skąd, to i pewnikiem by jej lekuchno się teraz zrobiło na duszy, jak drugie nie wiem co.

Garnek. Który to garnek na pastwę i na zmarnowanie by miał być? No, niech będzie. Upssssssss… Mało tego garczka. Mało za mało, tak całkiem malusio , ale cholerka za mało! A przykaz był pięć , to pięć. Nie ma co ryzykować przez durnych parę kropelek. Lejem w dugi. Hmmm… czy aby to się na ten przykład nie zapali? Tak samo od siebie? Się zobaczy. Kurtkę by może zdjęła, bo w izbie ciepło? Jedną chwileczkę… Drugie oko … chyba nie całkiem ono przyozdobione? Wcale nawet - rzec się ośmielę. Ale stacja blisko była. To kawa , obłoczki i coś z tym trzeba zrobić. Albo się umyć, albo skończyć dla wstydu oszczędzenia.

Zagrzało się samo, wlało się, a – prawie samo. Zakałatać się samo nie chciało. Kable przyjechały tą razą z właścicielem pomocnym. I nie młokos i nie … ten, no samo rychtyk. A i z gęby mu patrzało nieźle. No i makijaże pokończone- co może i najważniejsze w tej całej zawerencji :D

Autko odżyło. Ale … robota nie zając. A piwnicy stan akuratny całkiem na stan ducha , co się na ciała stan przełożył, że tylko fuuurrrrrrrrrczało.

Taki on i męski. Ten dzień. Kuchnia cała i cała dama w oparach przecudnych perfum o nazwie zgrabnej , a wdzięcznej: ON

… jeszcze przelać to niebieskie na powrót w bańkę litr pięć. Strzyżonego Pambog strzyże :)

CUDA - CUDA… WYPRAWIAJĄ

grudzień 22, 2008 on 11:20 przed południem | W NIE CAŁKIEM POWAŻNE | Brak komentarzy

Żelazko suuuunie do gładzi zmierzając – no samo! Te cuda techniki! Pilnować ino, co by przyhamowało w czas. Dyszczka wszak to nie pole łowsa, oba końce widać – jakby nawet kto przyślepawy. A i o miedze droczyć się nie potrza. Zaginajo się wyraźniej, niż to, co za rzeko.

Taki relaks – wstyd się przyznać, kiedy inne w robocie pouwijane i w łańcuchach paradnych , i we włosiu janielskim. Ręka jedna wodzi , druga z ledwością nadałża zagniotki prostować. Podryguje sobie … ten, no ten , co się za plecami zaczyna, czy kończy – wszystko od tego, z której strony kto popatrzy.

Wśród nocnej nie bardzo ciszy jawi się masa huku – niby znajomego. Zza paru parawanów dźwiękosłaboszczelnych się jawi. Odmykajo się szufladki pod czochradłem – co to za rumory i skąd to może być? Niby znajome w wydźwięku swym, ale coś pokojarzyć … ?

Nie ma co nad rebusami się wyginać, a i ciekawość babska swoje prawa ma. Prrrrr! Żelazko! Kto to wie, ile czasu się zejdzie na podziwianiu.

Stawia w progu , jakby wrrrrrył - obrazek sielski.

Pralka – drugie cudo – zmyślnie pod blatem kuchennym schowana - tańcuje obertasa. Tylko se siędnąć, to by było dopiero podrygiwanie. A z blatów dwóch garczki, talirki , widełki i co tam jeszcze w rytmie zgodnym – przesuwają się, przesuwają i hop – do zlewu blaszannego. Na podłogę nie. Na podłodze za to imponująca … hmmm, nie kałuża. Kałuża to bez znaczenia strategicznego. A to co widać, to znaczenie chyba ma w strategii przygotowań przedświątecznych. Gdzie ja tera tarę ?Kupię? Znajdę?

Pacholę , co mu do pełnoletniości czasu mało co zostało, rozparte i podparte łokciami na stole. A zagapiooooone !? W obrazki migające na ekraniku kolejnego cuda. Nogi we wodzie a ono nic. Musi tak przyjemnie onemu, czy raczej wszystko dwa?

Pacholę do pacholęcia nie bardzo i podobne. Bo czy pacholęta to takie bary rozłożyste na ten przykład mają? Albo takie ramię jedno, że damskie rączki małe obie z ledwością … z jaką ledwością? Nijak nie obejmą. Ech, lata lecą, dziecioki rosną, po świecie się rozłażą. Dopiero co gatek samo nie oblekło…

-Synu!!!

-Co? – żeby się chociaż obrócił w matki stronę od tego pudełeczka rozrywkowego?

-Odwróć no się.

- A co? –patrzajcie, posłuszny jaki, odwrócił się.

-Nic cię nie zadziwiło, co się wyrabia za twoją… ci za plecami? Nie zaciekawiło?

Ogarnął wzrokiem harce pralkowe, zainteresował się , dopokąd sięga bajorko, stópki numer 46 letko uniósł - kapciuszki ostawiając na miejscu swem. I tak jakby zastygł w czymś.

-Synu, a jak ci pożar się kiedy zdarzy nie bardzo z przodu, to co?

Syn się ocknął z zadumy. Spojrzał trzeźwiej nieco.

-Widocznie … nie używała pani calgonu…?

:D :D

Nastpna strona »

Wpisy i komentarze feeds. Valid XHTML and CSS. ^Top^ Powered by WordPress