ZAKLINACZ… KONI?

czerwiec 2, 2008 on 8:36 po południu | W ZWYCZAJNA WIOSNA | Brak komentarzy

Jak szczęśliwy jest koń uwolniony z umysłu szaleństwa,

Kiedy w galop przechodzi spokojny, a szybki.

I gdy przestrzeń przemierza kopytami pewnymi,

Kiedy grzywa harmonią z wiatrem zgrana.

Oczy dzikie i błędne niedawno

Teraz patrzą przyjaźnie, z mądrością.

I w niepamięć już poszły jego szarże okrutne

Przeciw wrogom zmyślonym, wbrew sobie.

Ktoś zaklęcie to zdjął.

Ktoś potrafił to zrobić.

Ktoś, kto wierzył i w siebie, i w niego.

Ktoś, kto nie bał się podejść

I przyklęknąć się nie bał.

Pytał – wiedział.

Nie czekał na odpowiedź.

ROZCZOCHRANIEC

czerwiec 1, 2008 on 5:50 po południu | W ZWYCZAJNA WIOSNA | Brak komentarzy

 

Rozczochrana snu swego bajaniem

Coś układać próbuje niezdarnie

Świergot innych, gołębia gruchanie,

Róże wschodu - pomagają w tym marnie.

 

A przeszkadza – drgająca powieka

I na szyi ściśnięcie, jak sznurem

I dwa ślady na niebie, jak mleka

Wylanego dwie strugi ponure.

 

Rozczochrane swe myśli przekłada

Z pudełeczka jednego w kolejne.

Białe te, a tym  imię „czarne” nada.

I na odwrót – zamiary są chwiejne.

 

Końce palców zrobiły się białe

Od mocnego uścisku poręczy.

Bo na czerni- świetliki czy cekiny to małe,

To na bieli ślad ciemny znów drażni i męczy.

ZWYKŁY CAŁUS :)

maj 31, 2008 on 1:30 po południu | W ZWYCZAJNA WIOSNA | Brak komentarzy

Oczy na pamięć znane.

I na pamięć - rysunek warg - wilgocią i dreszczem wstrzykniętym.

Pomiędzy marzeniami, między jaźnią, w półjawie

W oddychanie - wtulanie.

Bez litości palców wplatanie ,

I pośpieszne, zlęknione chwytanie.

Chciwie, łapczywie, zachłannie…

… czuję jeszcze…

TEMPO - TAŃCOWANIE :)

maj 31, 2008 on 8:56 przed południem | W ZWYCZAJNA WIOSNA | Brak komentarzy

Tańcowały dwa Michały

Jeden mały, drugi śmiały.

Ejże, śmiały – zwolnij nieco

Iskry spod kopytek :) lecą.

Iskier snopek, a zapłoniesz;

Zechcesz gasić, to utoniesz.

Daj no się zachwycić walcem,

Nim zaprosisz w inne tańce.

Łyk powietrza w płuca daj.

To maj jeszcze, ciągle maj… :)

Hmmm… ?

maj 27, 2008 on 7:36 po południu | W ZWYCZAJNA WIOSNA | Brak komentarzy

Dla odmiany wiecheć :) goździków drobnych. Całe mnóstwo małych łebków w kolorze… No właśnie. Do czego to doszło, żeby niewiasta barwy nazwać nie umiała?  :D

Główka – strzępek chmurki białej, gdzie się Komuś kapnęło – w samo centrum – pomarańczy soku. Uroniło Mu się, pociekło, kiedy cząstki dzielił… Sok rozpłynął się nie całkiem i zastygł – oniemiały…

„mniej nie umiem, bardziej… nie potrafię… ” :)

JUŻ NIEDŁUGO, NIEBAwem

maj 25, 2008 on 6:47 po południu | W ZWYCZAJNA WIOSNA | Brak komentarzy

Dzień deszczowy i chłodny,

Jak sam środek jesieni niezłotej.

Szaro, chmurno, ponuro.

Coś ta zieleń – nie w porę?

To za karę? W nagrodę?

Czy złudzenie to rozespanych oczu?

Bo ta zieleń urosła w kształt podkowy zgubionej

I otacza opieką wody toń.

Słońce wpadło do stawu,

Roztopiło się całe,

Rozpłynęło po każdy brzeg.

To się kładą, to marszczą się trochę

Żółte fale zamknięte w ramionach.

Ta wysepka złocista w chmurną wiosnę rzucona

To jest lata zapowiedź.

To… rzepaku pole. :)

PUCHAR- AKURATNY NA WIOSNĘ

maj 22, 2008 on 6:45 po południu | W ZWYCZAJNA WIOSNA | Brak komentarzy

Ananasa półkrążek bladożółty , chrupiący.

Księżyc w kwadrze.

Grapefruitowe różowe goryczki półzachodu.

Pół brzoskwini – to południa skwar.

Rozsypane, pogubione smutku cętki.

Pięć uśmiechów porzeczkowych- figlarnych i ciut cierpkich.

Na pierzynie to słodkiej, nie za słodkiej, w sam raz.

Na tym koniec?

Coś jeszcze na dnie.

Kropla kawy, kropla brandy, potu kropla…

CZY…, LUB…, MOŻE…

maj 21, 2008 on 8:06 po południu | W ZWYCZAJNA WIOSNA | Brak komentarzy

Czyś Ty diabła , czy anioła posłaniec?

Może  wiatru, co usta kobiety…

Może burza wiosenna z tęczami trzema.

Coś jak morze lekko wzburzone

Lub jak niebo mocno spienione.

A to  Słońce -  się topi czy kryje?

Ale po co zgadywać

I czy odkryć to trzeba

Żeś posłaniec to z piekła czy z nieba.

DRZEWA

maj 20, 2008 on 5:58 po południu | W ZWYCZAJNA WIOSNA | Brak komentarzy

Jedno - wietrzykiem głaskane, ogrzane Słońcem.

Dumne wyrosło, strzeliste.

Drugie - targane wichrem, Słońcem palone.

Na gruncie wzrastało lichym.

Przy skale, pośród kamieni.

Pień pochylony w pokłonie.

W ukłonie bez imienia.

To prośby słowo? Pokory?

Czy dziękowania gest…

Gałęzie powykręcane,

Szukają czegoś… wołają?

Widzisz to drzewo czasami.

Spoglądasz i idziesz dalej.

Myśl jedną oddaj -błahą.

Mocarne to drzewo?

Sosna.

KROPLA

maj 20, 2008 on 1:40 przed południem | W ZWYCZAJNA WIOSNA | Brak komentarzy

Kropla zimna spada.

Jedna kropla, druga…

Czego kropla  na kark pochylony?

Dreszcz, ocknienie, przebudzenie

Spływa strużką chłodu mokrego.

I ogrzewa się od Ciebie.

Kropla z lodu bryłki.

Z dłoni.

« Poprzednia stronaNastpna strona »

Wpisy i komentarze feeds. Valid XHTML and CSS. ^Top^ Powered by WordPress