PYCHA Z ŁYŻECZKI

maj 19, 2011 on 6:26 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy

Wypełniam Twoich ramion przestrzeń,
Pragniesz mnie więcej, jeszcze, jeszcze.
Wonnie nasycam Twoją skórę
Zapachem róży. Pierzcha bure
Od tych woni. Zmysł pomieszany
Kadzidłem z płatków, tych różanych.
Chciałbyś zamienić mnie w powietrze,
Ciepło w kłującym, grubym swetrze,
Oddech głęboki w samym szczycie…
Pomylisz czar – zamienisz w życie.

SŁABOŚĆ MOCY

kwiecień 9, 2011 on 11:43 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy

Białym winem przekornie się raczę.
Ni to lepiej, ni gorzej. Inaczej.
Dziś mnie mierzi efekt motyla
I odpowiedź, że się uchyla.

Puzzel jeden za drugim, tak same,
W obraz krzywy. Co? Rzeknie ranek,
Że pomyłką Wszechmogocności
Ktoś ma obraz inny? Coś rości?

Zostawmy,
Niech się zadzieje…

DO PIERWSZEJ DO OSTATNIEJ

kwiecień 8, 2011 on 7:11 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy

W kłębowiskach skowytu
Z dala
Od
Bramy raju
Dwa demony
Siłą
Okrucieństwa
Wzbierają
Ręce w bieli
Zsiniałe
Łapią
Czarne sukienki
Wykręcają boleśnie
Postać szarą
Z udręki
Skrzydłem ciężkim
Z ołowiu
Ołowiano barwionym
Razy
Jeden po drugim
Bierze biały
Zdumiony
Chwilą jedną
Ma oczy
Od przerażeń
Fiołkowe
Drugą
Wali
Zawściekle
Czarną wroga
W mur
Głową
Czyje
Dzisiaj zwycięstwo
Nie wie nikt
Nikt już nie wie
Nie pamięta
Że kiedyś
Piły rum
W jednym niebie

SZTUKA KSIĘŻYCOWANIA

kwiecień 5, 2011 on 11:00 przed południem | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy

Rozgościł się Księżyc na dobre w moich włosach;
Mruga łobuz znacząco a dyskretnie jak rosa.
Wszędobylski dziecięco z zakamarków wyziera,
Rozpanoszył promyki od niedawna, od teraz.

Rozsnuwają się chmury te kapryśno-burzowe,
Gdy do pełni wędruje, jakby ciasno Mu w nowiu.
Przesmykami tajnymi zaplątuje się w niwie
Czerni poukładanej posrebrzanym igliwiem.

Z ŁAKNIEŃ

marzec 28, 2011 on 8:26 przed południem | W BEZ-MIARY | 1 komentarz

Na dalekiej Prowansji, w półciennych gąszczach gaju
Półuśmiechy, półszepty, półbrzmienia nas wołają.
Pozwól, że Cię nakarmię ze słonecznego stoku
Owocem lata branym w zachodzie, tuż przed mrokiem.
W żarze dalekich słońc czule wyuprawiane,
Z perwersji dokładnością wybrane z głębin łanu.
Gronem po brzegi pełnym, kołysany biodrami
Kosz; z łaknień rozchylony, fioletami nut zgrany.
Nabrzmiałe dojrzałością pękają z cichym jękiem,
Winną strużką spływają na granice sukienki.

CZAROWNICA

luty 9, 2011 on 11:33 przed południem | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy

Siedzą sobie przy fajce noc półczarna z księżycem,
Wypatrują przyziemnych, nasłuchują ich życzeń.
Czas przypłynął, przystanął, poszedł dalej piechotą
W stronę jutrzni. Szmat minie, nim otworzy jej wrota.

Dymek pyka, zasnuwa coraz szczelniej horyzont,
Las pogubił kontury, z szarą zwarły się bryzą.
Siedem głodnych par oczu żółtym blaskiem się czai,
Rozedrgane od żądzy nozdrza łowią dech łani.

Wrzosowiska, co nigdy ich tu dawniej nie było,
Rozkrwawiły się w maki, zapachniało jak… miłość.
Całkiem ziemska istota niepodobna do guru
Wyszła z mroku witana od łąk ciszy chórem.

Żądne ślepia rozbłysły, zaogniły się, zbladły,
Zatracony w zapachu zamiar wilczy zajadły,
Otoczyły tę ziemską dając miejsce jej pierwsze.
Przyszła z wrzosów czerwiennych makami, a świerszcze

W ciszy chóry się wdarły ni to prawdą, ni plotką,
Rozcykały półczernie ku podniebnym opłotkom,
Że się zbliża w obłędzie czarownica zgubiona.
Na marzenia poluje, by je zakląć i skonać.

PAW

luty 8, 2011 on 8:42 przed południem | W BEZ-MIARY | 2 komentarzy

Nie mogę dzisiaj z tobą rozmawiać,
Świt wrzeszczy głosem durnego pawia.
Zagłusza dźwięki ptak kolorowy,
Co rozłupują na poły głowę,
Ciało i serce – chwilą rozkoszy
Rozkołysane – woła o nosze.
Jak mogę dzisiaj rozmawiać z tobą?
Krzyk złego pawia głuszyłby słowa.

SERCE

styczeń 25, 2011 on 10:03 przed południem | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy

W hermetycznej i ciasnej otoczone wciąż bieli,
Wątki jej zasupłane rozpoznaje niewielu.
Przypomnieniem jest gładkiej, cienkiej nici jedwabiu
Snutej w kokon zwojami. Coś tam tyka, coś wabi.

Niby wiotka materia, a to moc chłodnej stali;
Oszroniona bajeczne imituje puch z dali.
Klatka skuta na miarę, nie uwzględnił łopotów
Precyzyjny artysta, mówią kowal. A motyw?

Zbrodni dzieło okrutne czy motyla natura
Skrępowała więzami, otoczyła marmurem.
Czuwa drżące, kruchutkie i bliznami pokryte,
Niepodobne do tamtych na ławeczce wyrytych.

MARZYCIEL

grudzień 22, 2010 on 9:19 przed południem | W BEZ-MIARY | 2 komentarzy

Końcami zręcznych palców rozsupłuje horyzont.
Roztętnione pulsują, na cztery strony płyną.
Wskrzeszone mgnieniem myśli umarłe wstają. Cuda…
Udawało się czasem, może teraz się uda?

Wyczekujące cicho wzlatują tknięte tylko
Wielkie skrzydła łabędzie, naprzeciw lecą chwilkom,
Drobiazgom pogubionym w kosmosie zwykłych zdarzeń,
Uczepionym do brzegów snujących się znów marzeń.

Łopocze, sen rozwiewa ta utkana osnowa.
Nim się ocknie, już gotów, żeby frunąć, szybować.
Rozbiera, pieści czule dziewiczą tajemnicę
I szepce jej zaklęcia do ucha wprost. Marzyciel.

REBUSIK

listopad 29, 2010 on 11:57 przed południem | W ARCHIWUM | Brak komentarzy

Co to? Co to jest takiego?

Popatrz ze mną wraz kolego.

Z baśni żaba? Czy szczeżuja?

Albo może… marakuja?

Moi mili, tak wyczynia

Słodka jak sam mniodek … brzoskwinia :D

« Poprzednia stronaNastpna strona »

Wpisy i komentarze feeds. Valid XHTML and CSS. ^Top^ Powered by WordPress