Z CUDEM W KONTAKCIE

grudzień 21, 2009 on 2:24 przed południem | W OBRAZKI | Brak komentarzy


Umordowany stróż poczciwina

Łamiąc zakręty przepisy ścina

Pędem za panią pełną jasności

Po raz kolejny zaczyna pościg

 

Pani Objawień w szal zamotana

W golfie sterczącym, z wełny barana

Ciskając przekleństw snop cudnie jasnych

Szuka podzianych rękawic krasnych

 

Kluczyk w podarku panom rabusiom

Gotów w stacyjce, kusi, by usiąść

Zostawia pani biegnąc myślami

Przed czerwonymi swymi butkami

 

Łask pełna oraz rąk – pełnych toreb…

Lśnieniem dotknięte zaczyna goreć

To, co u innych niełatwopalne.

Takie myślenie zwykłe, normalne

 

Kieszenie puste. Prawie. Gdzie klucz?

Siaty w pogardę!, torebka w pucz!

W bliskości akcie niemal intymnem

Znów lśnienie-wieniec z laurem i hymnem

 

O Alleluja!!!, Jasności chwała!!!

Wsiadła, zamknęła…, uff – pojechała.

Podparł się łokciem, zasiadł okrakiem

Może by inny i czmychnął rakiem…

 

Ten ciężkim gestem w szczycie mordęgu

Dzwoni do Ciebie: „Te, bądź w zasięgu.

Trzeba odsapnąć, znów jutro z trudem

Panią Objawień mus styknąć z cudem.”

DZYŃ, DZYŃ, IDĄ ŚWIĘTA

listopad 30, 2009 on 10:45 przed południem | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy


Pozostawmy mędrcom dysputy,

Własny geniusz wsadźmy se w buty

Dla fasonu, większej wygody,

A szczególnie dla żadnej szkody.

 

Póki czarno, rachunki zróbmy,

Potem krzaczek zielony kupmy.

Na bogato  anielskim włosem,

No i pieśni podniosłym głosem.

 

Biały śnieżek cudnie poprószy,

Biały obrus resztę zagłuszy,

Biały gołąb sfrunie nowiną.

Ciepluteńko. Jak pod pierzyną.

ŚLEPO OD BLASKU

listopad 30, 2009 on 10:27 przed południem | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy


I znowu paznokcie czerwone

Wywinięte w bolesną stronę,

Uczepione dziury w logice.

Czy się dziecku omskły nożyce?

 

Czy to krawiec z prześmiewcy darem

Ku uciesze zostawia szparę

I na lewą stronę wywraca?

Tak z mądrości to czy od kaca?

 

Co w bezsensie luka tłumaczy?

Nic zupełnie, brak ciągu znaczy.

Sensu w dziurze szukać daremno.

I z nadmiaru, i z braku – ciemno.

REANIMACJA

listopad 7, 2009 on 6:07 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy


Kiedy śpisz nastrzykuje cię życiem

Zachwycona własną hojnością

Ożywienie wlecze  z ukrycia

Niby- cudem  łechce  z lubością

 

I ty nic do gadania tu nie masz

W marynarce kiepsko skrojonej

Na niemądry uśmiech zamieniasz

Jak papieros - chęci zgaszone

 

I nie umiesz umrzeć ni żyć

Oddychając tlenem z butelki

Nieprzytomnie śpisz zamiast śnić

Czerpiesz siły dar przez kabelki

 

 

RUMIANO

listopad 5, 2009 on 4:38 po południu | W NIE CAŁKIEM POWAŻNE | Brak komentarzy


Taki to zima dała anonsik,

Że uśmiech psotny wkradł się pod wąsik.

 

Śnieżku niewiele, za cztery grosze,

Strachy na lachy , chować bambosze.

 

Księżna w tym roku będzie łaskawie

Przysiadać boczkiem  w przywiędłej trawie,

 

Wstydliwie oczy w dół spuścić raczy,

Więc bez szalików! I nie kubraczyć!

 

Płatki śniegowe w reglamentację,

Baczenie mając na liczne spacje.

 

Starczy na tyle, by opaść wiankiem,

Buziak obsypać skromnym rumiankiem.

ARCYDZIĘGIEL PO ZMIERZCHU

listopad 3, 2009 on 3:11 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy


Warkocz gwiazdy zgubiony

Na drutach wysokiego napięcia

Rozszarpują gawrony.

Każdy sobie upatrzył do wzięcia.

 

W miałki pył poroznoszą

Dziobiąc, szarpiąc próżniaczym szponem.

Potem żale zanoszą –

- Że nie świeci. Zgasło. – Zdziwione.

 

***

Zalęknione, rozpierzchłe,

Jak pod miotłą cicho czekają.

W ślad wyruszą za zmierzchem,

W nowy warkocz się posplatają.

 

 

ŚWIETLIKI BAGIENNE

listopad 3, 2009 on 9:39 przed południem | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy


Ach, jak ty pięknie mylisz ptaszyno

Smak egzotyczny z czerstwą kruszyną.

Ździebełka złudzeń z gąszczy wyławiasz

I z nich pałace warowne stawiasz.

 

Ślicznie wymyślasz wiewiórko ruda

Czekając w mrozy na wiosny cuda.

Wreszcie znalazłaś orzech schowany,

A on i pusty, i rozłupany.

 

Królik z cylindra zręcznie wyjęty,

Woal z kieszeni,  a nie pomięty…

Sztuczki kuglarskie z wachlarzem kpinek

Do zachwycania małych dziewczynek.

 

 

DASZ WIARĘ?

październik 28, 2009 on 7:48 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy


Jakaż ona aż soczyście zachłanna

Na odmiany wszystkie zieleni.

Aż się zdaje, że może naganna,

Tak pochłaniać chcieć na jesieni.

 

Złapać, objąć, nic nie upuścić,

Móc roztańczyć choć do połowy.

I gołębią chmarą wypuścić

Furkoczącą w kształcie podkowy.

 

No, a w noc rozplątuje węzełek,

Zawiązuje z początkiem koniec

W bardzo mocny, ciasny supełek.

Ma wytrzymać. Zjawi się goniec.

 

 

OTO JESTEM :), ALE…, ŻE CO…?

październik 28, 2009 on 10:34 przed południem | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy


No i co? W letnie sukienki

Poskładane na szafy dnie

Będą strojne panie, panienki

Bo się  lato zawrócić chce?

 

Drobna mżawka, prawie majowa

Wpada w przepych słonecznych lśnień.

Ani myśli kto głowę chować,

Chyba ślepy i głuchy  w pień,

 

Co w obłokach niczego nie widzi,

Nic prócz szarpnięć wiatru nie czuje

I nie słyszy nic, bo się wstydzi.

Nie próbował – wie jak smakuje.

JAKAŚ BRĄZOWOOKA

październik 26, 2009 on 1:26 po południu | W BEZ-MIARY | Brak komentarzy


Taka… niepozbierana,

Gubi drogi, godziny.

Mało poukładana,

Bywa – zrzędzi o krztyny.

 

Awanturna o gesty,

Że za wielkie – powiada.

Dobry dzień – do każdego,

A nuż trafi sąsiada?

 

Zaplątana w nastroje

Wielki balans uprawia.

Lubi zwiewność i stroje,

Ale… portki zakłada.

 

Poparzona w całości,

No…, z wyjątkiem języka.

Łzą się dławi – nie ością,

Gdy jej brązów dotykasz.

 

« Poprzednia stronaNastpna strona »

Wpisy i komentarze feeds. Valid XHTML and CSS. ^Top^ Powered by WordPress